
Nic do stracenia to dwunasty tom przygód Jacka Reachera, byłego śledczego żandarmerii wojskowej, który od porzucenia służby podróżuje po kraju pieszo lub autobusem i co chwila pakuje się w kłopoty. W każdym tomie spotyka złych ludzi i związaną z nimi zagadkę, którą następnie próbuje rozwiązać. Nie inaczej jest i tym razem, a chodzi o dwa sąsiadujące miasta, Nadzieję i Rozpacz.
W tym drugim Reacher chce się tylko napić kawy w barze i ruszyć w dalszą drogę. Czterech osiłków nie pozwala mu na to, a następnie szeryf, który odstawia go do granic hrabstwa i zakazuje powrotu. Sęk w tym, że Reacher nie lubi, kiedy ludzie tak z nim pogrywają. Wyrzucony, zawsze wraca, chociażby po to, by się dowiedzieć, dlaczego wyleciał. Szybko odkrywa, że miasto skrywa pewną tajemnicę i może mieć ona coś wspólnego z zakładem, z którego wszyscy żyją.
Nic do stracenia nie jest może najlepszą opowieścią o Reacherze, ale wciąż godną uwagi fana. Tempo jest tu nieco za wolne, zwłaszcza na początku za dużo tu rozważań głównego bohatera, jego przemyśleń i analiz, na szczęście potem historia się rozkręca. Reacher znów trochę dedukuje – za to cenię go zawsze najbardziej – ale częściej sprawdza. Chodzi i jeździ do tej Rozpaczy z uporem maniaka, obserwuje, gada z zaprzyjaźnioną policjantką z Nadziei, gada z oprychami, gada z szefem firmy… bez przerwy gada.
Można tu narzekać na prawdopodobieństwo niektórych wydarzeń, zwłaszcza braku konsekwencji w działaniach mieszkańców Rozpaczy, ale nie zmienia to faktu, że Nic do stracenia czyta się szybko. Po raz kolejny Childowi udało się napisać „page turner”, czyli powieść, od której trudno się oderwać, a kartki przerzuca się co chwilę. I po prostu chce się wiedzieć, co będzie dalej. Niewielu autorów tak potrafi pisać…
Joel
Nic do stracenia
Tytuł oryginału: Nothing to Lose
Autor: Lee Child
Przekład Bogusław Stawski
Wydawnictwo Albatros
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.