007: First Light

Bond wrócił do świata gier. 007: First Light to przygotowana przez IO Interactive zręcznościówka inspirowana powieściami Iana Fleminga i opowiadająca jedną z jego pierwszych przygód. Bond to tu młokos, który dopiero musi zapracować na licencję na zabijanie. Bardzo się stara, a ściślej staramy się my.

Przygoda rozpoczyna się od treningu, po którym Bond rusza do boju. Obserwujemy go perspektywy trzeciej osoby i czasami tylko musimy się mierzyć z sekwencjami QTE. Działamy trochę tak, jak w serii Hitman, chyba najważniejszej produkcji IO Interactive. Innymi słowy często skradamy się, niby przypadkowo przysłuchujemy rozmowom, czasem też przebieramy czy manipulujemy postaciami niezależnymi. Oczywiście korzystamy też z gadżetów w postaci chociażby hackerskiego zegarka.

Czasami autorzy gry wręcz zachęcają do czysto zręcznościowej walki, kiedy indziej akcja sama przyspiesza i wówczas dzieje się naprawdę sporo. To te sceny, które są najbardziej filmowe, wszystko się sypie, na ekranie panuje chaos, ale trzeba jakoś to przeżyć, zrealizować zadanie i wydostać się z opresji. Tempo jest naprawdę niezłe, a poziom trudności odpowiednio dobrany. 007: First Light to nie jest gra, która sama się przechodzi, ale też nie wielkie i zniechęcające wyzwanie.

Doceniam różnorodność krajobrazów. Pojawia się tu biuro MI6 w Londynie, ale też Malta, Islandia, pustynna Mauretania, a nawet swojska Słowacja, gdzie bohater odwiedza pewien hotel. Co najważniejsze, czuć tu ducha przygody. 007: First Light to udana gra, stanowczo zbyt mało znana… ale myślę, że to się jeszcze zmieni.

Joel

007: First Light, IO Interactive, PS5, PC, XS, Switch 2

Polub nas na FacebookuTikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.