
Artur Tojza co kilka miesięcy wydaje nową książkę. Napisał już kilka bajek opartych na mitach, licealny romans w trzech tomach, współczesny kryminał z Trójmiastem w tle i rasową space operę, wreszcie fantasy z twistem. W Cieniach umysłu łączy kilka gatunków, od powieści sensacyjnej przez fantasy po science-fiction. Jak to możliwe?
Akcja powieści toczy się w 1981 roku. W Polsce wybucha stan wojenny, natomiast w tajnej wojskowej placówce naukowej na pustyni Mojave dochodzi do pewnej niebezpiecznej sytuacji. Na miejsce zostaje skierowany oddział komandosów. I tu pojawia się twist – w jego skład wchodzi nie tylko Amerykanin o polskich korzeniach, typowy wojskowy trep nazwiskiem Kowalsky, ale również rasowa likantropka (wiłkołaczka) czy na przykład elf obdarzony zdolnościami magicznymi.
A wszystko dlatego, że Cienie umysłu osadzone są w uniwersum Wojen snów. Tym samym, w którym toczą się również inne powieści autora. I wszystkie one są mniej lub bardziej połączone ze sobą, nawet jeśli nie wyglądają na takie. Przecież Farreter było kryminałem pozbawionym jakichkolwiek wstawek fantasy, a w Zajeździe pod Cnotliwą Sekutnicą nikt nie biegał z karabinem. A tu mamy pistolety, działka i ładunki wybuchowe, wreszcie portal do innego wymiaru, przez który wylewają się hordy demonów.
Dzieje się znacznie więcej i nie zamierzam zdradzać wszystkich szczegółów. Liczy się tu, że Cienie umysłu to najbardziej dynamiczna z książek Tojzy. Tu ciągle coś się dzieje, strzelanin jest bez liku, a słownictwo okazuje się miejscami wulgarne. To znaczy męskie, pasujące do powieściowych rozmów żołnierzy – czego nie było w poprzednich powieściach. Grunt, że książkę dobrze się czyta, a kolejne wątki zaskakują, intrygują, wciągają. W świecie czytadeł to dla mnie światowy poziom.
Joel
Cienie umysłu
Autor: Artur Tojza
Wydawnictwo Self Publishing Artur Tojza
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.