Totenmesse – Fiktionlust

Fiktionlust to drugi album polskiego blackmetalowego zespołu Totenmesse. To takie tradycyjne mocne granie: krzyczący bądź charczący wokalista, perkusista bębniący w oszałamiającym tempie, gitary hałasujące, choć czasem układające się w melodie. Fani maja powody być zadowoleni.

Przede wszystkim dlatego, że Fiktionlust to black metal bez udziwnień. Nie ma tu żadnych nietypowych instrumentów, słowiańskich przyśpiewek, industrialnej polewki, eksperymentów formalnych. Jest za to to samo, co można usłyszeć na wielu innych, równie ponurych płytach gatunku. Jeśli coś się pojawia, to szybkie zmiany. Takie kontrapunkty. Rify i blasty nagle gasnące i przechodzące w spokój.

Na album składa się osiem utworów trwających łącznie 37 minut. Robotę robi głównie ten ostatni, tytułowy, podchodzący pod równą dychę. Pozostałe kompozycje są krótkie, dynamiczne, konkretne, pełne jadu i agresji. Choćby otwierający płytę The Great Simplifiers czy Impact Resistance Ego. Bo utwory na Fiktionlust są po angielsku, a debiut był po polsku. Taka różnica. Polscy chłopcy muszą słuchać muzyki po angielsku.

Recenzje Totenmesse zbiera bardzo dobre i dlatego warto sięgnąć po album, jeśli lubi się black. Jeśli się nie lubi, to nie warto. Prosta piłka. Fiktionlust nikogo nie przekona do tego rodzaju muzyki, nawet nie próbuje kusić, ale jednocześnie nikogo do niej nie zniechęci. I fajnie, że polscy muzycy dają radę. To naprawdę światowy poziom.

Fifi

Totenmesse, Fiktionlust

Polub nas na FacebookuTikToku i Instagramie.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.