
To ciekawy crossover, a zarazem dowód na niesamowitą ekspansywność Marvela. Planszówka Splendor ukazała się po raz pierwszy w 2014 roku i od tego czasu cieszyła sporą popularnością. To dobra, przemyślana gra, z dopracowaną mechaniką i ciekawym systemem rywalizacji. Niestety, znana głównie w środowisku miłośników planszówek. Pewnie dlatego ktoś z dużą głową wpadł na pomysł, by ogrzać się w blasku superbohaterów. Tak narodził się Splendor Marvel. Tytuł, który dziś można kupić w supermarketach i nawet dzieciaki na YouTube o nim gadają.
Pamiętacie Thanosa? Tego bysia z dziwną brodą, który pstryknął Rękawicą Nieśmiertelności i połowa populacji wymarła. Facet miał dobry plan na uratowanie naszego świata przed chorobą zwaną przeludnieniem, jednak grupa konserwatywnych aktywistów miała inne zdanie i postanowiła go za to dojechać. Akcja planszówki Splendor Marvel toczy się nieco wcześniej, zanim jeszcze owa rękawica powstała. Do jej skonstruowania potrzebny jest zestaw kolorowych kamieni i gracze próbują je zgromadzić.
W tym celu wcielają się w herosów znanych z filmów i komiksów Marvela, po czym uganiają się za specjalnymi znacznikami. Pozwalają im one rekrutować coraz bardziej popularnych superbohaterów. A wszystko o to, by móc śmiało walczyć o owe kamienie i skutecznie mieszać szyki przeciwnikom. Celem jest zdobycie jak największej ilości punktów zwycięstwa. Ułatwia to przechodnia płytka Avengersów, która nie ma swojego odpowiednika w podstawowej wersji Splendoru.
Gra jest przyjemna. Dynamiczna, szybka, repetytywna. No i ładnie wydana. W niewielkim pudełku mieści się 90 kart bohaterów, komplet płytek i znaczników, wreszcie sztonów symbolizujących kamienie nieśmiertelności. W zabawie wziąć udział może od dwóch do czterech graczy, a przeciętna rozgrywka trwa 20-30 minut. Jasne, niedużo, ale co szkodzi zagrać nawet i trzy razy?
Joel
Splendor Marvel, wyd. Rebel.pl
Polub nas na Facebooku.