Żegnaj, laleczko

Powieść Żegnaj, laleczko napisał Raymond Chandler, amerykański klasyk kryminału. Nie należy jednak spodziewać się po nim historii podobnej do tych tworzonych przez Agathę Christie. To facet z zupełnie innej bajki. Gustował bowiem w klimatach noir, kobietach fatalnych, skorumpowanych gliniarzach i cynicznych prywatnych detektywach. Gościach, którzy nieraz dostają po łbie i uważają to za część swojej pracy. Czy panna Marple dostała kiedyś po łbie? Ile razy zarobił w zęby Poirot? Powtórzę – to zupełnie inna bajka.

Akcja Żegnaj, laleczko toczy się w Los Angeles przed wybuchem wojny. Podczas jednego ze swoich śledztw detektyw Philip Marlowe wpada na potężnie zbudowanego bandytę, Myszkę Malloya, który zaciąga go do podrzędnego baru. Gość spędził w więzieniu kilka lat. Wcześniej spotykał się z niejaką Velmą, rudowłosą szansonistką, która pracowała w tym właśnie lokalu. Obecnie rządzą nim czarnoskórzy, którzy o dziewczynie nawet nie słyszeli. Malloy zabija jednego z nich i się ulatnia, a Marlowe stara się go odnaleźć. Jednocześnie próbuje pomóc niejakiemu Marriottowi we wręczeniu okup za skradzioną biżuterię. Ta sprawa również kończy się tragicznie…

Oba wątki przeplatają się i prowadzą do ciekawego, ciut zaskakującego finału. Po drodze mniej jest poirotowskiej dedukcji, więcej łączenia faktów płynących z rozmów oraz uroczych pyskówek. Język to zresztą najpiękniejsza część Żegnaj, laleczko. Nadaje postaciom charakteru, a pełne zabawnych porównań dialogi na długo zapadają w pamięć. Szacun dla Ewy Życieńskiej, która to wszystko bardzo zgrabnie przetłumaczyła. No i prostych robotników słowa, którzy poczuli jej styl i nie zrównali go z ziemią, co często się zdarza w pracy redakcyjnej.

Żegnaj, laleczko ukazało się w 1940 roku, a więc osiemdziesiąt lat temu. Mimo to nie czułem, bym czytał zabytek. To książka wciągająca, dynamiczna, dobrze napisana, która równie dobrze mogłaby się ukazać dzisiaj i zająć miejsce na półeczce z napisem „współczesne retro”. Powieść Chandlera kilkukrotnie też była przenoszona na wielki ekran i pewnie jeszcze niejeden raz na niego zawędruje. To najlepiej świadczy o tym, jak fajna to rzecz.

Joel

Żegnaj, laleczko
Tytuł oryginału: Farewell, My Lovely
Autor: Raymond Chandler
Tłumaczenie: Ewa Życieńska
Wydawnictwo: C&T

Polub nas na Facebooku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.