Dzienniki czasu wojny

Dla mnie to kolejne cenne spojrzenie. Drugą wojnę światową znam z przede wszystkim z filmów i książek wojennych, a także literatury obozowej. Z cywilnym spojrzeniem na ówczesną codzienność rzadko się spotykam. Jeśli już, to są to opowieści o ukrywaniu Żydów. W Dziennikach czasu wojny znalazłem tymczasem szarą codzienność. Często bardzo intymną i prywatną, ale pokazującą życie w okupowanej Warszawie.

Nałkowska w dniu wybuchu drugiej wojny światowej miała już ponad pięćdziesiąt lat. Była uznaną pisarką, autorką głośnej Granicy. A także osobą, które regularnie (choć nie codziennie) prowadziła swoje dzienniki. Zapisywała w nich to, co się działo w jej życiu, swoje przemyślenia, spotkania z bliskimi, obserwacje. Ot, taki ambitniejszy Facebook, bo przecież bez kotków, obiadków i śmiesznych filmików.

W dniu wybuchu wojny mieszkała w Warszawie, na Mokotowie. Po kilku dniach, w czasie których jeszcze wierzyła, że niemiecką nawałnicę da się powstrzymać, podjęła decyzje o wyjeździe. Pociąg daleko nie zajechał, trzeba było uciekać przed bombowcami i dalej iść piechotą. A ponieważ wszyscy tak robili, w mijanych po drodze wioskach brakowało żywności i dachów nad głową. Często było trzeba spać byle gdzie.

Oczywiście Nałkowskiej nie udało się nigdzie uciec, ba, podczas wędrówki rozstała się też ze swoim młodszym o 23 lata asystentem i kochankiem, Bogusławem  Kuczyńskim, który obrał kurs na Rumunię. Ona sama – w obliczu zagrożenia ze wschodu – wróciła do Warszawy. A tam nic właściwie nie było: brakowało jedzenia, opału (szykowała się mroźna zima), a z pisania nie dało się już żyć. Nałkowska musiała więc otworzyć sklep z papierosami i całymi dniami ciężko harować razem z niedołężną matką i siostrą.

W Dziennikach czasu wojny samej wojny jest mało. Więcej jest biedy, codziennej walki z rzeczywistością, głodu, zimna, chorób, informacji o tym, że ten znajomy umarł, a tamtego rozstrzelali. W dodatku autorka – w obawie, że jej notatki wpadną w ręce wroga – o wielu rzeczach nie może pisać. Nie ma tu więc polskiego podziemia, zamachu na Kuczerę, przygotowań do powstania. Raczej naprawdę mroźne zimy, zapchane tramwaje i interesanci. I podwarszawskie sioło, w którym chętnie wypoczywała.

Początkowy okresy, w którym dominuje nieco podświadoma tęsknota za Bogusławem, szybko ustępuje miejsca próbie zatrzymania uciekającego czasu, poradzenia sobie z biedą. Z czasem dochodzi do tego choroba i śmierć ukochanej matki. Nie jest to może ten obraz wojny, który chcieliby zobaczyć miłośnicy historii czy militariów, ale i tak wydał mi się ciekawy. Dał nową perspektywę.

Joel

Dzienniki czasu wojny, Zofia Nałkowska

Polub nas na Facebooku!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.