Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham

zdalaMatka i córka spotykają się u psychoterapeuty. Nie potrafią ze sobą żyć. Wieczne pretensje i brak zrozumienia niszczą ich relację, zamieniają osoby, które powinny być sobie bliskie, we wrogów. Czy jest dla nich jakaś nadzieja? Czy lata konfliktów są czymś, co można wymazać z pamięci albo przynajmniej odsunąć na bok, by zbudować coś zupełnie nowego?

Film dokumentalny Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham Pawła Łozińskiego trwa niecałe 80 minut. W tym czasie widzimy na ekranie trzy głowy na tle białych ścian, w trakcie kilku kolejnych spotkań. Matka to kobieta po pięćdziesiątce, osoba, której nie wyszło w życiu. Rozwiodła się z mężem, a z jedyną córką nie potrafi znaleźć wspólnego języka. Mieszka z kotem i czuje się samotna. Boi się, że kiedy umrze, nikt na poważnie po niej nie zapłacze. Córka jest o połowę młodsza. Ma kolczyk w nosie i buntowniczy charakter. Kilka lat wcześniej wyprowadziła się z domu, bo nie mogła znieść panującej w nim atmosfery. Nie potrzebuje już matki. Nie kocha jej i oskarża o zniszczenie życia. Przysłuchuje się im psychoterapeuta, profesor Bogdan de Barbaro, kierownik Zakładu Rodzin w Krakowie. Zadaje pytania, precyzuje fakty, próbuje dotrzeć do sedna problemu. Zmusić kobiety do zastanowienia się nad sobą. Wywołuje w nich łzy, ale przecież chce dobrze.

Na wielu widzach, zwłaszcza tych odnajdujących na ekranie jakąś cząstkę siebie, film robi wrażenie. Jest poruszającym zapisem rozpadu więzi rodzinnych i braku zrozumienia. Widząc ich niemal fizyczny ból i przeszłość nie do naprawienia, strasznie się im współczuje. Bo to nie są przecież postacie fikcyjne, a rzeczywiści ludzie, tacy z krwi i kości, którzy mierzą się ze swoimi problemami i po prostu przegrywają. Jednak podczas napisów końcowych pojawia się informacja, że ze względu na poufny charakter tego typu leczenia w rolę matki i córki wcieliły się nie związane ze sobą aktorki. To, co oglądaliśmy na ekranie, było więc improwizowaną fikcją. Bazującą na scenariuszu oraz własnych doświadczeniach kobiet, ale jednak fikcją. Dla mnie to jednak zawód.

Drugi mój problem z Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham sprowadza się do mojego braku wiary w psychoterapeutów i współczesne metody lecznicze. Na ekranie nie słyszymy niemal żadnych faktów z życia kobiet. Wiemy jedynie, że matka się rozwiodła, że kocha córkę i zawsze chciała dla niej dobrze. I że jest jej źle, że ta nie poinformowała jej, że się nie pojawi na wigilii. Cóż, córka nie czuła się zaproszona. Czuła się natomiast katowana od rozwodu rodziców aż do wyprowadzki (choć jak sama przyznaje, „katowana” to złe słowo). W sumie więc nie dowiadujemy się, na czym realnie polegały ich problemy. Co źle robiły, gdzie popełniały błędy. Nie wiem też, czy sama rozmowa o tym przyniesie oczekiwany rezultat. Podobnie jak „wirtualna” rozmowa z sobą samym sprzed lat, powiedzenie tej dawnej „ja”, że się ją kocha. Córka uważa to za dziwaczny pomysł. Ja zareagowałbym identycznie.

Film na pewno był potrzebny, o czym świadczą nagrody, które już udało mu się zdobyć. Jednak trzeba powiedzieć sobie szczerze – to nie jest produkcja dla wszystkich. Część widzów wyjdzie z kina zachwyconych, część zawiedzionych, a część, tak jak ja, wzruszy lekko ramionami.

Michał Zacharzewski

Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham, reż. Paweł Łoziński, wyst.: Ewa Szymczyk, Hanna Maciąg, Bogdan de Barbaro

Ocena: 6/10

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.