
To niewiarygodne, ale trwały jeszcze lata siedemdziesiąte, gdy Dr. Hackenbush zawiązał się i odbył pierwsze próby. Nazwę pożyczył z filmu Dzień na wyścigach braci Marx, a w składzie brylowali Zmora i Huzy. Zaledwie rok po debiucie, tuż przed stanem wojennym, zespół nagrał pierwsze piosenki. Wśród nich Mój pociąg ostatni i Długie szare dni – obie znalazły się na Greatest Hits.
Zespół miał dłuższa przerwę w działalności. W 1984 roku zniknął ze sceny, żeby powrócić dopiero w 2009. Płyta Greatest Hits ukazała się w tak zwanym międzyczasie, co oznacza, że nie usłyszycie na niej utworów nagranych już w XXI wieku. Dominują klasyki. Dynamiczny, rockowy Ty i ja mały sekret nasz, zadziorny, jakże typowy dla lat 80. Chłopcy myśliwi czy wyraźnie łagodniejszy Czas zmazać z siebie stary brud z charakterystyczną partią gitary.
Łącznie na krążku znalazło się piętnaście kompozycji łączących rocka z odrobiną punka i czasami zaprawionych balladą. Nie ma wśród nich utworów „pijackich”, wypełnionych aż po brzegi przekleństwami, z których band w pewnym momencie słynął. Są za to bardzo konkretne, dobrze napisane piosenki, choćby melodyjna ballada Starą drogą, prześmiewcza Telewizja bawi nas czy punkowa Jestem leniwy. No i dawny przebój dyskotek, Słowa gorzkie jak łzy.
Dla osób wychowanych w latach 80. i jeżdżących wówczas na festiwale Dr. Hackenbush był legendą. Młodzi mogą band kojarzyć, ale z pewnością nie cieszy się on taką popularnością jak kapele pokroju Kultu czy Lombardu. Być może warto to zmienić. Greatest Hits zawiera co najmniej kilka udanych piosenek. Poza tym to kawał historii polskiej sceny muzycznej…
Joel
Dr. Hackenbush, Greatest Hits
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.