
Kiedy w 2011 roku dokument Pina trafił do kin, zachwytom nie było końca. Chwalono film, ale również samą Pinę, wielką i chyba wówczas niezbyt dobrze znaną artystkę ze świata tańca. Wim Wenders to zmienił; nagle dowiedzieli się o niej wszyscy, którzy interesowali się X Muzą…
Ale czego się dowiedzieli? Szczerze mówiąc, nie jestem pewien. Dla mnie Pina to przede wszystkim reklamówka Wuppertalu, relatywnie niedużego niemieckiego miasta, po którym kursuje charakterystyczna podwieszana kolej. Sporo go w kadrach i nie ma w tym przypadku. Pina urodziła się nieopodal, jako trzydziestotrzylatka została choreografką miejscowego zespołu baletowego, tu też stworzyła swój Tanztheater Wuppertal Pina Bausch.
Film Wendersa niewątpliwie pokazuje taniec nowoczesny, pozwalając widzowi zachwycać się tak układami, jak i sprawnością tańczących. Dzięki zastosowaniu technologii 3D pozwala przyjrzeć się detalom, które w klasycznych produkcjach mogły gdzieś zniknąć. Skutecznie wychwytuje emocje. Czaruje też muzyką i zachwyca kadrami. To twórcom bezwzględnie się udało. Gorzej, że zapomnieli o treści.
Kto chce poznać bliżej Pinę, pewnie niewiele wyniesie z tego filmu. Nie jest to bowiem klasyczny dokument, bo choć pojawiają się tu wypowiedzi samej artystki, a także ludzi, którzy ją znali, to ważniejszy od bohaterki jest taniec. Niektóre sekwencje sceniczne są naprawdę długie i na pewno zmęczą tych widzów, którzy tańca nie lubią. Innym nie spodoba się niejasna symbolika. Będą też tacy, którzy zachwycą się Wuppertalem. Ta kolejka jest przecież niesamowita, a i niektóre wnętrza oszałamiają…
Zobacz, jeśli:
– Kochasz taniec
– Wiesz, kim jest Pina
Odpuść sobie, jeśli:
– Chcesz dowiedzieć się, kim była Pina
– Nie lubisz dokumentów
Michał Zacharzewski
Pina, 2011, reż. Wim Wenders
Ocena: 8/10
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.