
Kto w dzieciństwie zmuszony był do spożywania warzyw, zwłaszcza takich łykowatych i smacznych inaczej, z pewnością postuka się w głowę, widząc tytuł tej planszówki. Warzywa wartościowe… no jakie one są wartościowe, skoro byle kotlet smakuje lepiej?
Pudełko nie jest duże i w dodatku wcale nie jest wypchane po brzegi. Znajduje się w nim specjalna talia kart z warzywami, a także dobrze napisana instrukcja. Nie jest ona długa, można ją przeczytać w kilka minut. Warzywa wartościowe to jedna z tych planszówek, które nie wymagają ani długich przygotowań, ani też skomplikowanych analiz. Ludzie uczą się jej błyskawicznie i już po jednej, dwóch partiach radzą sobie doskonale.
Warzyw w grze jest pięć – są pomidory, brokuły, bakłażany, marchewki i kukurydze. Każdy z tych produktów dostępny jest w cenie od jednej do pięciu monet i owe ceny regularnie rosną, aż osiągną tę najwyższą. Potem następuje załamanie rynku i cena spada do zera, by znów zacząć piąć się w górę. Ten mechanizm symuluje nieprzewidywalność rynku, bo nigdy nie wiadomo, które produkty w najbliższym czasie zrobią się droższe.
Od czego to zależy? Ano w każdej turze gracz wybiera jedną kartę przedstawiająca kilka różnych warzyw i dokłada ją do swojej kolekcji. Kart jest o jedną więcej niż graczy, więc kiedy już wszyscy pobiorą swoje warzywka, na stole pozostanie jedna karta. Zawiera ona warzywa, których ceny wzrosną. Celem zabawy w grze Warzywa wartościowe jest zgromadzenie największego majątku – chodzi o to, by warzywa przedstawione na zebranych kartach były na koniec szóstej rundy warte więcej niż te u rywali.
Zabawa jest fajna. Pierwsze rundy przebiegają sprawnie, kolejne wymagają już kombinowania, liczenia i analizowania, co się może opłacić. Rynek jest jednak nieprzewidywalny, co sprawia, że czasami człowiek może się starać (a może!), a i tak o ostatecznym zwycięstwie decyduje w pewnej mierze los…
Fifi
Warzywa wartościowe, Wydawnictwo Muduko
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.