Błoto – Kwasy i zasady

Błoto kojarzy się z rockowymi festiwalami i półnagimi fanami tarzającymi się po ziemi. A jednak wrocławski zespół o tej nazwie proponuje muzykę jazzową. Może nie taką klasyczną, do jakiej przyzwyczaił nas Miles Davis, ale tylko nawiązującą do klasycznego rocka czy chociażby hip-hopu. Nie przeszkadza to temu kwartetowi odnosić sukcesy i mieć wiernych fanów.

Kwasy i zasady to trzecia płyta Błota. Już sposób, w jaki powstała, budzi zainteresowanie. Podobno muzycy z magnetofonem stereo Tascam 122 MKII i niewielką liczbą mikrofonów. Nagrali to, co grali. A potem wypuścili na rynek. Stąd krążek brzmi dość specyficznie, nie jest tak sterylny jak niektóre współczesne nagrania. Ma pewien brud, delikatny szum w tle, kasetowe ciepło, z którym tęskni zapewne wielu dzisiejszych czteredziestolatków.

Zaczyna się od hałaśliwej i bez wątpienia szalonej Chryi, po której przychodzą bardzo udane kompozycje, Prostactwo i Hipokryzja. Do gustu przypadły mi też chociażby Autentyzm, Prostota i Umiar. Jak widać, tytuły są specyficzne, a utwory instrumentalne, więc przekaz trzeba samemu sobie dopisać. To niepokojące, hipnotyzujące nuty, stawiające przede wszystkim na klimat. Dominują instrumenty dęte i syntezatory, którym towarzyszy bas i perkusja.

Podoba mi się ta muzyka. Trafia do ucha. Czuć w niej życie, zabawę, emocje. Błoto potwierdza tą płytą, że zasługuje na popularność i że ma sporo do zaproponowania swoim słuchaczom. Kwasy i zasady trafią nie tylko do miłośników jazzu, ale i klasycznego hip-hopu czy energetycznego rocka. Każdy ma szansę znaleźć tu coś dla siebie.

Joel

Błoto, Kwasy i zasady

Polub nas na FacebookuTikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.