
A jednak nie Mission: Impossible: Dead Reckoning: Part Two, lecz Mission: Impossible: The Final Reckoning – tak właśnie nazywa się ostatnia odsłona przebojowej serii. Czy na pewno ostatnia? Tego nie wiemy. Być może Tom Cruise zechce się poprawić, bo ta część przebojowego cyklu po prostu mu nie wyszła.
Fabularnie to kontynuacja Dead Reckoning i to Part Two byłoby w pełni uzasadnione. Otóż sztuczna inteligencja znana jako Byt przejmuje kontrolę nad arsenałami jądrowymi kolejnych mocarstw atomowych. Agent Hunt (Tom Cruise – Za horyzontem) z pomocą swoich ludzi stara się ją unieszkodliwić. Z kolei niejaki Gabriel (Esai Morales – Freejack) chce nad nią zapanować – i objąć władzę nad światem. Brzmi to jak fabuła jakiejś tandetnej kreskówki dla dzieci, na szczęście podczas seansu szybko się o tym zapomina.
Bo Mission: Impossible: The Final Reckoning to widowiskowe kino akcji, w którym dzieje się naprawdę sporo. Razem z bohaterami – nieco podstarzałymi, bo Cruise wreszcie nie wygląda jak młokos – odwiedzamy kilka malowniczych zakątków świata, obserwujemy efektowne pościgi i jesteśmy świadkami paru niezłych bijatyk. No i obowiązkowych popisów kaskaderskich, które są spektakularne i efektowne. Ale też za długie. Zarówno scena w okręcie podwodnym, jak i ta z dwupłatowcami mnie na przykład znużyły. Wydawały mi się zbyt długie, za bardzo skupiały się na heroicznym wysiłku bohatera.
Zniknęło natomiast to, co było siłą oryginalnego serialu z lat 60. Mission: Impossible bazowało przecież na przebierankach, tych lateksowych maskach, które bohaterowie ochoczo ubierali, żeby skutecznie oszukać przeciwników. Związanej z tym finezji – gry wywiadów, podstępów i forteli – w najnowszej części nie ma. Mission: Impossible: The Final Reckoning to prościuchne kino akcji, które doświadczonego widza nie ma prawa niczym zaskoczyć.
Wad film ma zresztą więcej, począwszy od źle rozplanowanych scen (bohaterowie rozmawiają ze sobą z odległości 50 metrów, jakby stali tuż obok siebie) poprzez przegięte gadżety (Luther za pomocą zwykłej lutownicy kleci superpendrive, a potem pisze innowacyjny malware, którego nie byłby w stanie sklecić żaden amerykański whizkid) i absurdalne rozwiązania fabularne (ciągnięcie ze sobą Inuitki do Afryki czy te ułamki sekundy, których potrzeba, by schwytać Byt). Podczas seansu Mission: Impossible: The Final Reckoning trzeba wyłączyć myślenie i tyle.
Oczywiście znajdą się widzowie, którzy docenią tę produkcję, potraktują ją jako spotkanie z ulubionymi bohaterami albo też jako zwykłe, bez wątpienia efektowne kino akcji. Dla mnie to jednak ze słabszych odsłon serii i dowód, że w tym zestawieniu aktorskim należy ją zakończyć… Może zabrzmi to jak świętokradztwo, ale dla mnie Hunt powinien wrócić za kilka lat, tak jak wracał Bond – w innym wydaniu.
Zobacz, jeśli:
– Jesteś fanem serii
– Kochasz kaskaderkę
Odpuść sobie, jeśli:
– Nie lubisz idiotyzmów w filmach
– Liczysz na duży występ Dorocińskiego
Michał Zacharzewski
Mission: Impossible: The Final Reckoning, 2025, reż. Christopher McQuarrie, wyst. Tom Cruise, Hayley Atwell, Ving Rhames, Simon Pegg, Esai Morales, Pom Klementieff, Henry Czerny, Mariela Garriga, Holt McCallany, Janet McTeer, Nick Offerman, Hannah Waddingham, Tramell Tillman, Angela Bassett, Shea Whigham, Greg Tarzan Davis, Charles Parnell, Mark Gatiss, Rolf Saxon, Lucy Tulugarjuk, Cary Elwes, Katy O’Brian, Stephen Oyoung, Sydney Cole Alexander, Vanessa Kirby, Marcin Dorociński
Ocena: 6/10
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.
Jedna uwaga do wpisu “Mission: Impossible: The Final Reckoning”