
Jeśli wierzyć mediom, Sanah należy do największych objawień ostatnich lat na polskiej scenie muzycznej. A już na pewno do najbardziej odważnych artystek. No bo jak inaczej skomentować decyzję, żeby na swoim czwartym albumie, Sanah śpiewa Poezyje, zaśpiewać wyłącznie wiersze? I to bardzo różne wiersze, Szymborskiej, Baczyńskiego, Mickiewicza, Lechonia, a nawet Jacka Cygana, o ile można go nazwać poetą?
Oczywiście nie jest to nowy pomysł. Po teksty poetów sięgali już choćby Demarczyk czy Nosowska. Sanah ruszyła więc trudną, ale sprawdzoną ścieżką. I całkiem nieźle jej się szło. Na Sanah śpiewa Poezyje zamieściła utwory w swoim stylu, czasami takie bardziej dziewczęco-zawodząco-folkowe, kiedy indziej potraktowane elektroniką. Zawsze jednak dość ciekawe, wpadające w ucho, ułatwiające zapoznanie się z niechętnie czytanymi dziś tekstami. Bo kto dziś czyta wiersze?
Na płycie znalazło się miejsce dla dziewięciu utworów, przy czym Da Bóg Kiedyś Zasiąść W Wolnej Polsce Lechonia (a nie Asnyka, jakby się mogło wydawać) występuje w dwóch wersjach. W pamięć zapada Hymn Słowackiego z powtarzającą się frazą Smutno mi Boże, poruszający i doskonale skomponowany. Ciekawostką jest Eldorado Poego, jedyny wiersz napisany przez obcego nam poetę, bardzo melodyjny, a w warstwie tekstowej wciąż aktualny.
Nie wszystkie utwory przypadły mi jednak go gustu. Choćby Warszawa, zaśpiewana bardzo pogodnie, ale jakaś taka oderwana klimatem od pozostałych utworów, zbyt dosłowna, PRL-owska. Generalnie jednak Sanah śpiewa Poezyje to bardzo przyjemne doświadczenie. Umiejętnie zaśpiewane, okraszone niezłą muzyką, oswajające z poezją. Może nieco monotonne, ale przecież nikt nie każe słuchać tego albumu w kółko.
Fifi
Sanah – Sanah śpiewa Poezyje
Polub nas na Facebooku.
Jedna uwaga do wpisu “Sanah – Sanah śpiewa Poezyje”