Ostatnio, kiedy maszerowałem sobie dziarsko wąskim chodnikiem, drogę przyblokowała mi korpulentna babcia prowadząca za rękę wnusię w wieku wczesnoszkolnym. Padał deszcz, wokół było błoto i nie miałem ich jak wyprzedzić. Przez dobrych parę minut wlokłem się tuż za nimi i siłą rzeczy usłyszałem taką oto rozmowę.
– Babciu, a wiesz, że mam chomiczka? Nazywa się Jacuś i jest czarno-biały.
– W kuchni na patelni mam dla ciebie pierożki. Przysmażę ci tak, jak lubisz. Chcesz?
– I zrobiłam dla niego domek z drewna, lubi się po nim wspinać, ale nie śpi w środku, woli w trocinach. Lubisz chomiczki?
– Ale najpierw zjesz rosół. Dobry, sama gotowałam. Masz ochotę?
– Bo wiesz, u mnie w klasie wszyscy mają chomiczki. Nawet Kaja sobie ostatnio kupiła.
– Dziadek wczoraj na wieś do ciotki Ani specjalnie pojechał po kuraka. Wybrał takiego tłustego, ledwo go złapali. To zjesz rosołku?
– Mama mówi, że chomiki są bardzo inteligentne, tylko po nich tego nie widać, bo są leniwe jak koty.
– Na deser zrobiłam ci makowiec…
Przyznam szczerze, że na początku mnie rozbawiła. Na wielu różnych poziomach. Chomik Jacuś, dziadek polujący na kuraka, no i w ogóle gryzonie równie leniwe co koty. Pełna abstrakcja. Smaczku całej rozmowie dodawała całkowita nieprzystawalność dialogów. Babcia i wnuczka, trzymając się za ręce, mówiły każda o czymś innym. I żadna z nich nie zwracała uwagi na to, co właśnie mówi druga.
Potem przyszło mi do głowy, że sporo w tym miłości. I dziadek, i babcia włożyli wiele starań w to, by ich wnuczka była szczęśliwa – to znaczy miała smaczny obiad na stole. I pewnie znają już ja na tyle dobrze, że nie oczekują podziękowań. Robią dla niej to, co potrafią najlepiej. A że nie słuchają? No właśnie!
W tym zapatrzeniu się w to, co naszym zdaniem jest dla innych najlepsze, bardzo często nie dostrzegamy tych innych. I nie wiemy, czego te osoby tak naprawdę chcą i co jest dla nich ważne. Trochę to smutne…
Joel