Fury – Born to Sin

Fury gra muzykę, która najwięcej fanów gromadziła w latach 80. i od tego czasu straciła na popularności. Bo choć Iron Maiden czy Metallica wciąż tworzą wspaniałe albumy, to jednak nie wyznaczają trendów i nie cieszą się takim uznaniem jak gwiazdy popu czy hip-hopu. Swoich fanów metal wciąż ma…

I to właśnie fani tego gatunku muzyki założyli w 2010 roku w brytyjskim West Midlands zespół Fury. Pierwszą płytę wydali cztery lata później, a Born to Sin jest ich czwartym krążkiem. Powstał w czasie pandemii i trafił do streamingów osiem lat po debiucie. Zebrał pozytywne opinie i zupełnie się temu nie dziwię, bo to niezła, energetyczna muzyka. Porządnie zagrana, zróżnicowana, odpowiednio demoniczna i agresywna.

Ale też melodyjna. Słychać to w otwierającym krążek numerze If You Get To Hell First, szybkim, soczystym i okraszonym fajnymi riffami. Wieńczący ją tytułowy Born to Sin to równie udana, trashowa jazda. Środek wypełniają utwory ciut inne, choćby heavymetalowy Hell of a Night czy mocny Who Are You. Doskonały jest też niezwykle dynamiczny, maidenowski It’s Rock And Roll. Towarzyszy im ballada Shadows and Dust, przyzwoita, choć z pewnością będąca słabszym momentem wydawnictwa.

Fury potwierdza, że dinozaury ciężkiego rocka mogą już spokojnie przechodzić na emeryturę. Narodzili się bowiem ich następcy, którzy są w stanie przejąć pochodnie i poprowadzić fanów za sobą. Festiwale nie przepadną, będą miały swoje gwiazdy, a Fury może być jedną z nich. Już nią bywa…

Joel

Fury, Born to Sin

Polub nas na FacebookuTikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.