
To płyta zasłużona, a w niektórych kręgach kultowa. P.O.L.O.V.I.R.U.S. zespołu Kury miał swoją premierę w 1998 roku i od tego czasu cieszy się opinią wydawnictwa niezwykłego. Prześmiewczego i jednocześnie artystycznie udanego. Jednego z największych sukcesów Tymona Tymańskiego.
Na krążek składa się osiemnaście nagrań, z czego trzy to niewiele wnoszące gadki o koszykówce, kiedyś pewnie zabawne i ciekawe, dziś całkowicie do zapomnienia. Reszta to już pełnoprawne piosenki, a raczej ich parodie. Bo Tymon na P.O.L.O.V.I.R.U.S. naigrywa się z poszczególnych gatunków, od disco polo i hip-hopu przez reggae po metal czy jazz. Teksty są niekiedy cudownie absurdalne, a warstwa muzyczna jak najbardziej prawilna.
Weźmy na przykład Śmierdzi mi z ust, otwierający płytę Kur utwór w stylu disco-polo, opowieść o chłopaku, któremu wali z pyska. Podobny rytm ma słynna Jesienna deprecha z kultowym w niektórych kręgach tekstem „Mam znowu doła, znów pragnę śmierci, wracają stare lęki I nie mogę w nocy spać”. Tu jednak wchodzi już saksofon, zmieniając nieco wydźwięk utworu. Dwie części metalowego Trygława zdominowane są przez gitary, świetny jest też spokojniejszy, ale odpowiednio mroczny Szatan.
A hip-hopowy Kibolski poświęcony Lechii Gdynia (tak, tak, to nie błąd!)? A Sztany, glany utrzymany w stylu przyśpiewki kapeli podwórkowej? Jazzowy Mój dżez, reaggowy Nie mam jaj czy O psie rodem z poetyki country? To wszystko złoto! I choć P.O.L.O.V.I.R.U.S. nigdy nie doczekał się równie udanego następcy, to zapisał się w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Kury zasługują na szacunek nie tylko za jaja!
Joel
Kury, P.O.L.O.V.I.R.U.S.
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.