
Wyczekiwany drugi sezon siódmego rozdziału Fortnite – Starcie – to przede wszystkim zmiana koncepcyjna. Oto bowiem gracz przyłącza się do jednej z dwóch rywalizujących ze sobą stron. Staje po stronie Fundamenta lub Króla Lodu i walczy o to, by jego drużyna odniosła zwycięstwo. Na koniec sezonu będzie mogła wówczas zadecydować, który styl stroju odblokować: Fundament Gotowy na Mróz albo Wywyższony Mroźny Król Lodu.
Brzmi to trochę chaotycznie, ale rzecz jest prosta. W trybie nierankingowym na mapie pojawiają się specjalne ekrany rywalizacji, w których za specjalne żetony można kupić broń, a także – już za darmo – przyjąć zlecenie i owe żetony zarobić. Zlecenie polega na zabiciu określonego gracza zaznaczonego na mapie czerwonym kółkiem. Problem w tym, że on dostaje identyczne zlecenie, co siłą rzeczy prowadzi do tytułowego Starcia.
Zmiany dotknęły również system karnetów bojowych, których cena spadła do 800 v-dolców (choć z uwagi na inflację to tyle samo złotówek co kiedyś). Co gorsza, mniej można na karnecie zarobić, co jest niefajnym rozwiązaniem. Wśród skórek do zdobycia uwagę przyciąga Królik Bugs. Na wyspie pojawiło się zaś kilka nowych lokacji, w tym Nowe Sanktuarium, Zimne Zamczysko i Ciemne Dominium. I choć owe zamczysko jest potężne, to nie mogę powiedzieć, by były to miejsca zachwycające.
Do arsenału dołączył szereg nowych spluw (w tym jedna przegięta, ale zakładam, że szybko ją uspokoją), kilka rodzajów rękawic, jakieś granaty, a do tego fajna rozstawiarka zipline’ów. Do tego autobus bojowy potrafi skręcić! Grunt, że graczy w pierwszych dniach sezonu nie brakuje, a rozgrywka jest satysfakcjonująca. W dobrą stronę to zmierza. Taką, która mi odpowiada, bo wciąż chętnie wracam do gry.
Joel
Fortnite: Battle Royale, Epic Games
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.