
Zespół Sons of the East pochodzi z dalekiej Australii i powstał w 2011 roku. Gra muzykę folkową, czasami po dylanowsku pop-rockową, niekiedy też ocierającą się o country. Przede wszystkim zaś niezwykle przebojową. Palomar Parade z 2022 roku to ich pierwszy album. Wcześniej wydawali EP-ki.
Album otwiera udany kawałek country zatytułowany Hard Playing Hard To Get, po którym przychodzi przebojowy You Might Think z wstępem zagranym na harmonijce ustnej, zupełnie jak u Dylana czy Springsteena. Niezwykle pogodne On My Way szybko wpada w ucho i cieszy uroczymi chórkami w refrenie, z kolei wieczorna ballada Tail Lights czaruje harmonią i przyjemnym klawiszem w tle. Taki Fool Me zachęca do tańczenia – o ile gdzieś w pobliżu pojawią się kowboje.
Potencjalnych hitów jest oczywiście więcej, choćby No One to Blame czy Another Night. W What I Do na pierwszy plan wysuwa się automat perkusyjny, grający równo, choć nieco zbyt prosto. Tak to jednak jest, kiedy w składzie pojawia się zaledwie trzech muzyków. Jack odpowiada za śpiew i gitarę, Nic wspiera go wokalnie i gra na klawiszach, zaś Dan ogranicza się do instrumentów szarpanych, w tym banjo. Jazzujące Not All My Fault sugeruje, że rozumieją się doskonale.
Choć Palomar Parade jest debiutem, to okazuje się bardzo dojrzałą płytą. W dodatku płytą pozbawioną słabszych momentów. Każdy utwór trzyma poziom i każdy może wpaść w ucho. Dziwić może jedynie niewielka popularność Sons of the East w Polsce. Nie zdziwiłbym się, gdyby to była pierwsza recenzja w naszym języku…
Joel
Sons of the East, Palomar Parade
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.