
Ledwie rok z niewielkim kawałkiem przetrwał zespół Ram Jam, rockowa kapela z Nowego Jorku, która pozostawiła po sobie jeden świetny kawałek i garść niezłych kompozycji. Nie udało jej się odnieść komercyjnego sukcesu, dlatego muzycy przychodzili i odchodzili. Dziś możemy jedynie żałować, że tak niewiele po sobie pozostawili.
Ten świetny kawałek to oczywiście Black Betty, który otwiera debiutancką płytę zespołu. Nie jest to oryginalna kompozycja, a przeróbka pieśni śpiewanej przez czarnoskórych robotników gdzieś w początkach XX wieku. Ram Jam mocno ją przerobili, zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej, ale dzięki temu powstał utwór, o którym od razu zrobiło się głośno. Pewne kontrowersje wywołał tekst, a wiadomo – kontrowersje zawsze przyciągają uwagę.
Pozostałe utwory zebrane na płycie Ram Jam to po prostu niezły hard rock z końca lat 70. Right on The Money, Keep Your Hands on the Wheel czy Too Bad on Your Birthday brzmią naprawdę nieźle, małymi perełkami są też 404 czy High Steppin’. To kawałki, które warto kilka razy posłuchać, bo im więcej razy się je przesłucha, tym więcej się w nich usłyszy. Stanowią kompozycje przemyślane, a jednocześnie odegrane z wielkim luzem i frajdą.
Wokalista Myke Scavone czuje dobrze rytm i ma odpowiednią siłę głosu, zaś gitarzysta Bill Bartlett potrafi komponować chwytliwe solówki. Szkoda więc, że Ram Jam nie zdołał zapisać się w historii rocka i nawet dziś zbiera mieszane opinie. Ale też nie wyróżnia się na tle rocka lat 70. Takiej muzyki było wówczas sporo i trzeba by napisać więcej Black Bettych, by odnieść prawdziwy sukces.
Joel
Ram Jam, Ram Jam
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.