
Discharger to kapela grająca prostą, gitarową muzykę spod znaku oi! Jest ostro, skocznie, dynamicznie, a chórki w refrenach nie pozostawiają wątpliwości, do kogo adresowany jest materiał. I nic dziwnego: Until We Die to piąta płyta w karierze zespołu. Chłopaki wiedzą, co robią, i robią to dobrze.
Płyta Until We Die zaczyna się od fajnego numeru From the Ashes, szybkiego, melodyjnego openera, pod którym spokojnie podpisałyby się niektóre zespoły heavy-metalowe. Punkowy wokal i zaangażowany tekst odwołujący się do klasy pracującej nie pozostawiają żadnych wątpliwości – to jazda bez trzymanki. Drugi w zestawieniu Equally Useless trwa zaledwie dwie minuty, a i tak stanowi konkretny wykład ideologii zespołu. Konkret, i to zapodany bez hamulców.
Sporo tu fajnych utworów. Heroes czy Until We Die to kompozycje dobrze napisane i wpadające w ucho. Discharger zdecydował się wpleść w płytę elementy folk-rockowe, które działają bardzo fajnie i zwiększają różnorodność kompozycji. A New Dawn Breaks czy There Will Be Blood brzmią ostrzej, z kolei Us Against the Rest pachnie Iron Maiden. Czuć na kilometr, że płyta ma olbrzymi potencjał koncertowy.
Niewiele o Discharger można wyczytać w sieci. Ot, parę recenzji, kilka mniej znaczących odnośników i to wszystko. A przecież za sprawą Until we Die kapela potwierdza, że ma olbrzymi potencjał i sporą łatwość w tworzeniu wpadających w ucho kawałków. To jedna z tych perełek, które czekają na odkrycie i na występy na wielkich festiwalach.
Joel
Discharger, Until we Die
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.