Nasum – Inhale/Exhale

Nasum to band ze Szwecji. I cóż z tego, skoro gra grindcore wymieszany z death metalem, a ściślej grał, bo w 2005 roku zakończył swoją działalność i już na zawsze pożegnał się z fanami. Stało się tak dlatego, że wokalista zespołu – Mieszko Talarczyk – zginął w Tajlandii w trzęsieniu ziemi.

Płyta Inhale/Exhale to debiut tej kapeli. Ukazał się w 1998 roku i uwagę zwracał nie tylko swoją konstrukcją. A ta była dość ciekawa: na krążku zgromadzono 45 minut muzyki rozpisanych na 38 utworów. Niektóre z nich mają kilkadziesiąt sekund. Większość niespełna dwie minuty. Najdłuższa kompozycja, Can De Lach, z trudem przekracza trzy minuty. Sieczka jest naprawdę mocna i całość wali po garach jak należy.

Większość kompozycji stoi gitarami wspartymi na growlu wokalisty przechodzącym czasami w głośne krzyki. Do tego dochodzi oczywiście perkusja, która czasami wybija rytm, kiedy indziej po prostu pędzi na złamanie karku przed siebie. Jest głośno i chaotycznie, choć pojawiają się tu melodie. Czuć, że Nasum nie chciało się zamykać w jednym gatunku. Czasem pozwalało sobie na odrobinę punka, kiedy indziej na metalowe riffy czy przyjemne, balladowe intro.

Składa się to na całkiem niezłą mieszankę, z której wybija się utwór tytułowy, Inhale/Exhale, a także Disdain and Contempt, Too Naked to Distort, Shapeshifter czy chociażby Worldcraft. Oczywiście to muzyka dla koneserów gatunku, miłośników mocnego grania, ale na pewno Nasum zasługuje na uznanie. I na pamięć.

Joel

Nasum, Inhale/Exhale

Polub nas na FacebookuTikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.