
Cartaventura: Lhasa to planszówka, karcianka i książkowa gra paragrafowa w jednym niewielkim pudełku. To bardzo dziwne, ale realne połączenie. Planszy co prawda nie ma, ale są za to karty. Odkrywa się je w określonej kolejności i podąża – niczym po paragrafach – śladami Alexandry David- Néel.
To postać autentyczna. Urodziła się w 1868 roku jako Louise Eugénie Alexandrine Marie David i już jako mała dziewczynka przejawiała skłonność do podróżowania. Jako piętnastolatka uciekła z domu, dotarła do portu w Holandii i stamtąd próbowała dopłynąć do Wielkiej Brytanii. Nie zdołała, bo zabrakło jej pieniędzy. Później imała się wielu zajęć i zawodów. Była śpiewaczką operową, pisarką, podróżniczką, nauczycielką, buddyjką i anarchistką.
Swoją najważniejszą podróż odbyła w 1924 roku, kiedy dotarła do tybetańskiej Lhasy, słynnego Zakazanego Miasta. I podobną podróż w grze Cartaventura: Lhasa próbuje odbyć gracz. Wciela się we francuskiego korespondenta wojennego, który postanawiał wyruszyć w podróż i przeżyć odmianę duchową. My mu w tym pomagamy. Odwiedzamy Cejlon i Darżyling. Ciągniemy kolejne pięknie ilustrowane karty, odsłaniając kolejne fragmenty przygody. Od czasu do czasu podejmujemy decyzje, które kierują nas w inną stronę.
Kart jest siedemdziesiąt i nie należy ich na wstępie tasować; tworzą spójną przygodę. W dodatku nie wszystkie zobaczymy podczas pierwszej rozgrywki, dlatego warto wyruszyć w taką podróż kilkukrotnie – zwłaszcza że twórcy przewidzieli kilka zakończeń. Potem spokojnie już można podarować grę znajomemu i życzyć mu udanej wyprawy. Oczywiście nie będzie ona tak emocjonująca jak prawdziwa wycieczka do Tybetu, ale zapewni parę przyjemnych wspomnień… za ułamek ceny rzeczywistej podróży.
Joel
Cartaventura: Lhasa, Wydawnictwo Muduko
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.