
Można odnieść wrażenie, że Białoruś stała się stolicą europejskiej muzyki post-punk/cold wave. Przecież to właśnie stamtąd pochodzi świetny Molchat Doma, a także Nürnberg. Nie wiem, czym jest to spowodowane. Być może komunistycznym dziedzictwem i realiami życia w kraju porzuconym przez zachód, oddanym we władanie Moskwie. Chłód i surowość idealnie pasują do takiej ponurej rzeczywistości.
Na album Paharda z 2020 roku składa się dziesięć niezbyt długich kompozycji. Ich listę otwiera Abdymi, zapowiadając to, co będzie dalej. A będzie sporo tęsknoty, niepokoju, poczucia straty i osamotnienia. Czuć to w wielu kompozycjach, choćby w Zorkach, Nadziei czy Trymaju. Sporo ciężar gatunkowy mają też teksty. Jeśli ktoś liznął języka rosyjskiego, z pewnością sobie z nimi poradzi i przekaz zrozumie. To właśnie lubię w muzyce słowiańskiej.
Z instrumentów rządzą tu klasyki, od perkusji przez gitary po klawisze. W końcu Nürnberg tworzą tylko dwie osoby, więc nie może tu być mowy o bardzo rozbudowanych kompozycjach. Stylistycznie płyta jest na szczęście spójna i zarazem zróżnicowana. Kompozycje wpadają w ucho, a niektóre z nich, jak choćby Sviatlo czy Rany, zostają z człowiekiem na dłużej. Zapisują się w pamięci i potem towarzyszą mu przez jakiś czas.
Co ciekawe, Nürnberg jest dość płodnym zespołem. Powstał w białoruskim Mińsku w 2016 roku i w ciągu tych dziesięciu lat wydał trzy epki, trzy płyty i kilka singli. Do tego dochodzi jeszcze album z remiksami Pahardy i akustyczna Mora. Komu rzecz podejdzie, może śmiało czatować na koncerty. Nürnberg bywa w Polsce. Dopiero co grał w Poznaniu, a w chwili, gdy piszę te słowa, szykuje się do występu we Wrocławiu. Pusto na sali nie będzie.
Joel
Nürnberg, Paharda
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.