The Prodigy – No Tourists

Kto wychował się w latach 90., zapewne zna na pamięć Music for the Jilted Generation. To był przełomowy i zarazem przebojowy album, dzięki któremu zespół The Prodigy znalazł swoje miejsce w historii muzyki rozrywkowej. No Tourists z 2018 roku, siódmy album w dorobku formacji, już tak udany nie jest.

Przede wszystkim nie jest nowatorski czy choćby oryginalny. W kilku kompozycjach słuchać tu echa kompozycji z lat 90., zupełnie jakby The Prodigy chciało za ich pomocą przypomnieć słuchaczom o swojej chlubnej przeszłości. Liam Howlett, lider zespołu, nawet tego nie ukrywał. Przyznał otwarcie, że to bardzo nostalgiczne wydawnictwo, które czerpie z najbardziej udanych dokonań zespołu. Pytanie brzmi, czy to rzeczywiście źle.

Według mnie nie. Choć w takim Light Up The Sky słychać echa dawnych dokonań, a w singlu NeedSome1 powracają charakterystyczne gitary i odgłosy tłuczonego szkła, to obie te kompozycje wpadają w ucho i nieźle otwierają album. Uwagę przyciąga również elektropunkowy Fight Fire with Fire czy spokojniejszy, bassowy No Tourists. Timebomb Zone to z kolei czyste lata 90, era acidu i eurobeatu. Imponuje tempo Champions Of London i dość nietypowy Boom Boom Tap.

A zatem nowy album The Prodigy oferuje kilka udanych utworów, które sprawdzą się na retrodyskotece. Muzycy nie zatracili łatwości w tworzeniu ciekawych kompozycji, choć na pewno tym razem nie zależało im na oryginalności. Całe No Tourists to po prostu ukłon w stronę ich dawnych fanów, tych sprzed kilku dekad, którzy regularnie dopominali się czegoś podobnego. I proszę bardzo, dostali!

Joel

The Prodigy, No Tourists

Polub nas na FacebookuTikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.