
Irish Basement to nie jest jakaś tam irlandzka piwnica. Po pierwsze, nie jest irlandzka, a po drugie, to w ogóle nie jest piwnica. Za tym pseudonimem ukrywa się mieszkający w Waszyngtonie (mieście, nie stanie) muzyk Mike Toohey. Facet zdolny, choć wciąż mało znany. Jego największy przebój nie ma nawet miliona odtworzeń na Spotify.
Mówi się, że Irish Basement gra post-punka wymieszanego z gotykiem i darkwave’em, że kocha gitarową muzykę utrzymaną w stylu C86 (kaseciarski rock z połowy lat 80), że kręci go shoegaze i syntezatory. Na Heaven or Hell, albumie z 2023 roku, zamieścił jedenaście takich kawałków składających się na zaledwie pół godziny muzyki. Mało, ale to kwestia selekcji, na płytę trafiły rzeczywiście udane utwory.
Ich listę otwiera tytułowy Heaven or Hell, utwór dynamiczny, z równo łojącą gitarą i nieco wycofanym wokalem, który dopiero pod koniec dostaje strzał adrenaliny. Ciepłe opinie zbiera też Every Dive Bar, utwór pulsujący energią, choć śpiewający spokojnie mógłby przenieść się do świata new wave’u. Największym przebojem na płycie jest bez wątpienia balladowy Waterfalls z nieco mocniej zaakcentowanymi syntezatorami. W ucho wpadły mi również lekko deszczowy, nostalgiczny Sticky Rice, przyjemny Union Station oraz Butterfly.
Irish Basement trafi do serc osób, które gustują w muzyce alternatywnej, w której sporo jest nostalgii czy romantyzmu, ale tego spod znaku post-punkowego minimalizmu. Jak nie gitary wysuwają się naprzód, to ich miejsce zajmują syntezatory, a w tle dominuje LinnDrum. Nie wszyscy wejdą pewnie w te klimaty, ale to dobra, ciekawa muzyka.
Joel
Irish Basement, Heaven or Hell
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.