
Zespół Dogstar wyrobił już sobie pewną popularność. Nagrywa płyty, koncentruje na całym świecie, pojawia się na znanych festiwalach. Pewnie nie osiągnąłby tyle, gdyby nie basista – Keanu Reeves. Aktor traktuje band jako odskocznię od hollywoodzkiego zgiełku i przedłużenie marzeń z młodości.
Historia Dogstar zaczęła się w 1991 roku, kiedy będący przed 30. Reeves – będący już wówczas popularnym aktorem – spotkał w supermarkecie Roberta Mailhouse’a. Facet miał na sobie sweter drużyny hokejowej z Detroit, której Reeves kibicował. Panowie zagadali, potem zaczęli się kumplować, w końcu grać w garażu. Aktor od lat szczenięcych grywał na basie, zaś Mailhouse dudnił w perkusję. Rok później mieli już wokalistę, Grega Millera, potem kolejnego – Breta Domrose’a, a także kilka nazw: Small Fecal Matter, BFS (Big Fucking Shit), w końcu Dogstar.
Do pierwszego rozpadu, do którego doszło w 2002 roku, nagrali dwie płyty. Po drodze supportowali Bon Jovi i Davida Bowie, a także zaliczyli własną trasę koncertową. Rozpadli się, bo trochę im brakowało czasu ma granie. Powrócili do współpracy w pandemii, znów zaczęli koncertować, no i nagrali Somewhere Between The Power Lines and Palm Trees. Płytę co najmniej przyzwoitą, choć pozbawioną błysku. Mocno zatopioną w brzmieniach z lat 90.
Znalazło się na niej kilka fajnych utworów. W ucho wpada otwierający album Blonde, nieźle brzmią Everything Turns Around i Overhang, w Dillon Street ciekawą robotę robi harmonijka. Rockowy charakter mają też chociażby nieco cure’owski Lust i nieco spokojniejszy, balladowy Glimmer. Domrose okazuje się niezłym wokalistą z talentem do pisania piosenek, Mailhouse dba o perkusję i różne dziwne instrumenty, zaś Reeves pozostaje w tle, jak to basiści mają w zwyczaju. Gdyby nie on, pewnie o Dogstar byśmy nie usłyszeli…
Joel
Dogstar, Somewhere Between The Power Lines and Palm Trees
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.