
Pod pseudonimem Scattle ukrywa się DJ i kompozytor David Scatliffe. Facet pochodzi z Kalifornii i maczał palce w tak znanych grach jak Hotline Miami, Super Meat Boy czy na przykład Furi. Ale muzykę wydaje też tak ot, poza grami. I dobrym przykładem jest tu album Me.
To nie jest długie wydawnictwo. Sześć utworów, dwadzieścia dwie minuty, raczej EP-ka niż porządny longplay. No i jest to muzyka. Elektroniczna, nastrojowa, zanurzona klimatem w latach 80. Czyste retro electro. Ot, perkusja wybija rytm, na to nakładają się pulsujące dźwięki syntezatora i przyjemne powracające motywy, które sprawiają, że kompozycje szybko wchodzą do głowy i potem już tam siedzą. Stają się rozpoznawalne.
Żeby nie było wątpliwości: to nie jest muzyka na imprezy. To spokojniejsze utwory, idealnie nadające się na kompozycje tła. Mogą lecieć w sklepie, na nieco onirycznej reklamie, a przede wszystkim towarzyszyć pracy. Nie przeszkadzają i relaksują. Play The Game świetnie wchodzi, podoba mi się lekko niepokojący Money Moves, świetny jest też Class. Pozostałe kawałki – włącznie z Fight the Nightmare – nie są wiele gorsze.
Scattle sporo wydaje. W tym roku opublikował już kilkanaście singli i kilka albumów. W sumie dość podobnych, elektronicznych i nastrojowych, składających się z kilku krótkich kompozycji. Na takim Vacation żaden nie przekracza dwóch minut. Trzeba lubić takie melodie, żeby się w twórczości tego gościa rozkochać. Ale gry w tym pomagają. Są doskonałym nośnikiem jego melodii.
Joel
Scattle, Me
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.