
Życie robotów to kolejna EP-ka wydana przez Władysława Gudonisa Komendarka, polskiego multiinstrumentalisty i freaka, niegdyś związanego z progresywną grupą Exodus, a od czterech dekad pasjonata muzyki elektronicznej. EP-ka to oczywiście za mało powiedziane. Sześć utworów przekłada się bowiem na bitą godzinę muzyki.
Album rozpoczyna się tryptykiem Syndrom robotów, na który składają się trzy kompozycje – Inwazja, Korekta inteligencji i najdłuższe, trwające około dziesięciu minut Zadanie. To muzyka głęboko osadzona w stylistyce lat 80, czasach Jarre’a i innych futurystycznych kompozytorów, którzy za pomocą syntezatorów zabierali nas w przyszłość bądź kosmos. Uwagę w Korekcie inteligencji zwraca japoński klimat, z kolei Zadanie mogłoby stanowić część soundtracku jakiegoś widowiska science fiction sprzed lat.
Najdłuższa na płycie jest Miłość robotów. Kompozycja trwa dwadzieścia minut i robi spore wrażenie. Warto położyć się w ciemnym pokoju, włączyć ją sobie – choćby w dobrych słuchawkach – i pozwolić myślom błądzić po świecie. Wyruszyć w kosmos albo oddać się rozważaniom poświęconym robotyce. Cudowne, odprężające uczucie. Podobnie działa zresztą króciutka Synergia, a wieńczący album Kepler 1649C – nazwę tę nosi planeta pozasłoneczna typu ziemskiego zlokalizowana około 300 lat świetlnych od Ziemi – to z kolei wyprawa na nieznany ląd.
Lubię twórczość Komendarka. Jako człek wychowany w czasach Jarre’a czy Oldfielda po prostu czuję sympatię do muzycznych wypraw, które proponuje. Życie robotów – dostępne dziś na streamingach – stanowi udaną propozycję dla fanów artysty. Dokładnie taką, jakiej można by się po nim spodziewać.
Joel
Władysław Komendarek, Życie robotów
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.