
Prom Jacka Talczewskiego, krótki polski dokument z 1984 roku, przenosi nas w czasy PRL-u i rozbitej Solidarności. Pokazuje decyzje, z jakimi musieli się mierzyć Polacy, a przy okazji chwyta okruchy zwykłej codzienności. Na komentarz się nie sili. Uchwycone obrazy mówią więcej, niż powiedziałby lektor.
Kim jest bohater dokumentu? Ponoć motorniczym z Łodzi, członkiem Solidarności, który w stanie wojennym trafił do więzienia. W pewnym momencie sądził nawet, że zostanie rozstrzelany. Ostatecznie spędził dłuższy czas za kratkami i czasami ma wrażenie, że nigdy stamtąd nie wyszedł. Regularnie musi meldować się na komendzie i czuje się prześladowany. Boi się, że jego „wina” spadnie również na dzieci, że będą miały one nieprzyjemności w szkole czy pracy. Dlatego właśnie podejmuje decyzję o wyjeździe wraz z rodziną do Szwecji.
To, o czym napisałem powyżej, to właściwie zawiązanie akcji. Bohater opowiada o tym do kamery podczas rodzinnego przyjęcia-pożegnania. Jest herbata w szklankach, wódeczka, jakieś zakąski i ciasteczka. Przyjaciele i rodzina. Przyglądamy się temu spotkaniu, często jakimś bezsensownym wymianom zdań. Podobnie jest później, podczas chaotycznego pakowania. Wkrótce po odwiedzinach na Jasnej Górze bohater udaje się wraz z bliskimi nad morze, gdzie czeka już na nich prom.
To z pewnością nie była łatwa decyzja. Trochę skok na głęboką wodę. Bohater filmu Prom sam przyznaje, że nigdy nie był za granicą, pewnie nie zna też języka i właściwie nie wiemy, co zamierza poza krajem robić. Jego dalszych losów jednak nie poznajemy. W sumie nie są one istotne. Najważniejsza była decyzja o porzuceniu ojczyzny. Kraju, który nie po raz pierwszy okazał się wrogiem dla swoich mieszkańców.
Zobacz, jeśli:
– Lubisz polskie dokumenty
– Ciekawią cię losy Polaków w PRL-u
Odpuść sobie, jeśli:
– Wolisz informacje od podglądactwa
Michał Zacharzewski
Prom, 1984, reż. Jacek Talczewski
Ocena: 6/10
Polub nas na Facebooku, TikToku i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.