
Korpiklaani to fiński metal od ponad dwudziestu lat grający folk metal. To przyjemne, choć nieco monotonne granie. Wiele utworów z płyty Jylha z 2021 roku zbija mi się w jedną całość. Słyszę fragment i nie wiem, z której piosenki może on pochodzić.
To nie jest oldschool i muzyka sprzed tysiąca lat, wzbogacona jedynie o dźwięk gitar elektrycznych. Korpiklaani sięga również po instrumenty klawiszowe z XIX wieku, choćby akordeon, więc chwilami można się poczuć jak na metalowym wiejskim weselu. Jylha zaczyna się zaś epicko, od sześciominutowej Verikoiry, która pokazuje to, co zespół ma najlepszego. A więc dynamiczny rytm, smyczki w tle, chropowaty głos wokalisty. Spokojnie można pomachać łbem.
Podobnych utworów jest na płycie kilka, dość wspomnieć jeszcze Niemi. Ale pojawiają się też nieco spokojniejsze, bardziej folkowe kompozycje, choćby Sanaton Maa. Człowiek może się poczuć jak w dawnej wiosce przy ognisku. Mylly również stawia na klimat. Z kolei Leväluhta zawiera w sobie pewien pierwiastek szaleństwa, również w warstwie tekstowej.
Płyta Jylha podzieliła ludzi, którzy chętnie sięgali po Korpiklaani. Zdaniem niektórych była zbyt wolna, zbyt monotonna, pozbawiona energii wcześniejszych płyt. Zdaniem innych cechowała się oryginalnością i potwierdzała, że zespół się rozwija, że ma coś nowego do zaproponowania fanom. Przekonaj się, która opinia jest ci bliższa!
Fifi
Korpiklaani, Jylha
Polub nas na Facebooku, TikToku i Instagramie.