
Polski pop z tych czy innych powodów nie cieszy się większym zainteresowaniem poza granicami kraju. Co innego metal, zwłaszcza ten najbardziej brutalny. Jasne, to nisza, a jednak rodzime zespoły od lat podbijają serca miłośników gatunku. Także grający blackmetal projekt Choroszcz zasługuje na światowe uznanie.
Czym jest Choroszcz? Zapewne położoną pod Białymstokiem miejscowością, w której mieści się znany zakład psychiatryczny. My w Warszawie odsyłamy dyskutantów do Tworek, ludzie ze wschodu zalecają wizytę właśnie w Choroszczy. I ma to jakieś przełożenie na muzykę, bo nieco zagadkowe teksty raczej nie proszą o szukanie w nich sensu. Budują klimat, niepokoją, zmuszają do zastanowienia się.
Oczywiście, chrypienia wokalisty i spiritus movens projektu, niejakiego TD, giną w zalewie gitarowego łoskotu i walącej perkusji. Rojenie, debiutancki album Choroszczy, jest jednak spójny i przemyślany. Mroczna Dziura, agresywna Ubrda, wyjący, galopujący Blazar czy klimatyczne 33 wymykają się zresztą prostym konkluzjom. Niby dominuje tu black, ale jest awangarda, industrial czy death. Jest też tu szaleństwo obiecane w nazwie zespołu.
Rojenie to naprawdę dobra płyta. I, co najciekawsze, album jednoosobowy. TD nagrał go w całości sam i stworzył ciekawe, niebanalne wydawnictwo. Rzecz naprawdę obowiązkowa dla miłośników gatunku. Na Spotify można też znaleźć wcześniejszą o dwa lata EP-kę zatytułowaną Wygasanie. Też godną uwagi!
Joel
Choroszcz – Rojenie
Polub nas na Facebooku, TikToku i Instagramie.