
Lawina to powieść wiekowa. Powstała w 1954 i wkrótce zdobyła popularność na niemal całym świecie. Ukazała się nie tylko w Holandii, ojczyźnie autorki, ale również w Anglii, Stanach Zjednoczonych i chociażby Polsce. Dziś wielu „dziadków” wraca do niej z sentymentu i próbuje zainteresować nią swoje wnuki. Nie zawsze się im to udaje; czasy się zmieniły, dziś czyta się zupełnie inne książki (o ile w ogóle się czyta).
Akcja Lawiny toczy się w szwajcarskich Alpach. W położonej wysoko w górach wiosce mieszka Werner Altschwank. Pewnego dnia po długich opadach śniegu rośnie zagrożenie lawinowe i chłopiec wybiera się wraz z ojcem po młodych narciarzy pochodzących z wioski dla powojennych sierot. Tej nocy schodzi jednak lawina, niszcząc jego dom i zmuszając grupę do dalszej wycieczki. W czasie wspólnej wędrówki między chłopcami tworzą się sympatie, a nawet przyjaźnie…
Lawina to powieść w starym stylu, nie ma tu magii, dzieci ratujących świat ani tym bardziej potworów. Jest zima i to właśnie z nią muszą poradzić sobie bohaterowie. Z książki można się tym samym dowiedzieć, jak zachowywać się na szlakach i jak radzi sobie po zejściu lawiny. Pokazane są również zniszczenia, jakie niesie z sobą żywioł. To realizm w wersji dla dzieci, może trochę ugładzony, ale efektowny i dający pojęcie o świecie.
Brakuje mi takich książek. Powieści, które przekazują młodym czytelnikom realną wiedzę i podpowiadają, jak radzić sobie z wyzwaniami. Nie wiem, co czeka świat w perspektywie pięciu, dziesięciu czy piętnastu lat, ale podejrzewam, że informacje zawarte w Lawinie mogą się przydać młodym czytelnikom bardziej niż znajomość wszystkich zaklęć z Harry’ego Pottera. Przy całym szacunku do tegoż.
Joel
Lawina
Tytuł oryginału: Lawines Razen
Autorka: An Rutgers van der Loeff
Przekład: Krystyna Tarnowska
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.