Rejs – „scenariusz” filmu

Scenariusz do filmu „REJS„.
Ze sciezki dzwiekowej spisal i didaskaliami opatrzyl Michal Zacharzewski.

REJS

Wystepuja:
Stanislaw Tym
Jan Himilsbach
Zdzislaw Maklakiewicz
Jolanta Lothe

Maciej Michala
Ryszard Pietruski
i inni.

Muzyka:
Wojciech Kilar

Scenariusz:
Marek Piwowski
Janusz Glowacki

Rezyseria:
Marek Piwowski

 

* SCENA 1

Brzeg Wisly, przy brzegu statek wycieszkowy „Bialej floty”. Po mostku wchodza na niego ludzie wraz z bagazami. Przy mostku, na brzego, stoi kanar i sprawdza bilety. Drugi stoi na brzegu, przy barierce. Z przodu kasa z napisem „Biletow brak.” Pasazerowie z mniejszym i wiekszym trudem gramola sie na statek. Dobiega glos ratownika, wzmocniony przez megafon.

RATOWNIK:
/beznamietnie, rzeczowo, spokojnie, niemal komputerowo/

Obywatelu! Czarna flaga w dniu dzisiejszym oznacza calkowity zakaz kapieli. Na wypadek naglego skurczu stosuj przepisy pierwszej pomocy. Nie walcz z pradem. Zachowaj sily i spokoj. Staraj sie utrzymac na powierzchni. Zawiadom ratownika oznaczonego czepkiem z litera B. Nie kap sie na plazy niestrzezonej. Nikt nie zauwazy twojego utoniecia. Uwaga! Uwaga! Woda to zywiol niebezpieczny. Ratownik Banas Kazimierz zglosi sie natychmiast na stanowisko! Powtarzam!

Na brzegu stoi dwoch mezczyzn. Zza winkla obserwuja kanara przybarierkowego.

GAPOWICZ:
Ma pan bilet?

MEZCZYZNA:
Skad? A pan ma?

GAPOWICZ:
A skad mam miec?

MEZCZYZNA:
No. To wchodzimy.

GAPOWICZ:
No oczywiscie.

MEZCZYZNA:
No.

Gapowicz rusza do kanara brzegowego od tylu, za kasa. Mezczyzna atakuje z przodu, od strony barierki.

MEZCZYZNA:
Bardzo przepraszam, ale…

KANAR 1:
Tak?

MEZCZYZNA:
…ja jestem nietutejszy… tutaj. I troche sie zgubilem. Do srodmiescia to prosto…

KANAR 1:
Ta. Prosto!

MEZCZYZNA
/rownoczesnie/
…i na prawo?

KANAR 1:
Albo na lewo.

MEZCZYZNA:
Albo na lewo. Aha.

GAPOWICZ:
/Gdy Mezczyzna gadal z kanarem, zaszedl od tylu – i juz po kontoli/
Prosze pana! Prosze pana!

MEZCZYZNA:
No to dziekuje bardzo. Czesc!

GAPOWICZ:
/Niby, ze pasazer statku/
Prosze pana! Halo! Bardzo pana przepraszam, ja chcialem sie dowiedziec, gdyby ja w kierunku miasta chcial sie udac, to tedy przez rzeke dobrze?

KANAR 1:
A to… Ja bardzo pana przepraszam, nie jestem tutejszy.

W tym czasie Mezczyzna przeskakuje pod barierka. Pierwsza kontrola z glowy. Obaj mezczyzni ida w kierunku mostku. Tamtejszy kanar sprawdza dokladnie wszystkich wchodzacych.

MEZCZYZNA:
Fiuu!

GAPOWICZ:
Co?

MEZCZYZNA:
Mmmmm. Jeszcze jedna kontrola.

GAPOWICZ:
Acha. Uuuuuu!

MEZCZYZNA, GAPOWICZ:
Niedobrze, niedobrze.

MEZCZYZNA:
Huhuhu! Zaraz, zaraz, zaraz, zaraz. Nie! Dobrze!

GAPOWICZ:
Dlaczego?

MEZCZYZNA:
/widzac mezczyzne wchodzacego sluzbowo, w marynarskim wdzianku, a bez kontroli na statek/
Dobrze!

GAPOWICZ:
Dlaczego dobrze?

MEZCZYZNA:
Wejdziemy tak jak ten ze skrzynka. Sluzbowo.

GAPOWICZ:
Jak to? Ze skrzynka?

MEZCZYZNA:
Oj, nie o skrzynke chodzi, tylko ze sluzbowo, no! Ci… Zara, zara, zara.

Ruszaja w kierunku kanara nr. 2.

MEZCZYZNA:
Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Sluzbowo!

KANAR 2:
Jak to sluzbowo?

MEZCZYNA:
Na statek!

KANAR 2:
Jasiu, tych dwoch do kapitana! Sluzbowo!

Gapowicz i Mezczyzna ida po statku, Jasiu dociera do kapitana i cos mu nawija. Zerkaja co chwila na „Sluzbowcow”. Statek juz jest pelny, slychac podnoszona kotwice.

KAPITAN:
Niech pan zajmie sie nimi, albo cos w tym rodzaju.

Z boku:
MEZCZYZNA:
Wie pan co, oni nas biora za kogos, kto mial przyjechac na statek sluzbowo.

Jasiu prowadzi ich pod poklad. Statek juz plynie po Wisle.

 

* SCENA 2

Golibroda goli Gapowicza, przed nim przy biurku siedzi kapitan nad kajetem.

KAPITAN:
Karany sadownie? Nie karany… No tak, a znajomosc jezykow obcych? Jakis obcy jezyk zna pan?

GAPOWICZ:
Jaki?

KAPITAN:
A…A…A… Wszystko jedno jaki. Jakis obcy.

GAPOWICZ:
No… To nie znam.

KAPITAN:
Nie znam. A slabo?

GAPOWICZ:
Slabo? to ten.. Yyyyy, jak sie nazywa? Yyy.. Francuski.

KAPITAN:
Wyksztalcenie?

GAPOWICZ
/do golibrody/
Moze tutaj, wie pan, z boku troszeczkie jeszcze.

KAPITAN:
Uhu. Zawod wykonywany? Wyuczony?

GAPOWICZ:
Wyksztalcenie? Wyksztalcenie srednie.

KAPITAN:
Aha. O! Widzi pan, bardzo dobrze. W porzadku. Wie pan, u nas byl taki student. Panie, student, po geografi, no i co? Sympatyczny nawet. Jednak dosc sympatyczny. Ale nie, panie, na wodzie to, to trzeba, rozumie pan, miec… Eh… Francuski… Stan cywilny – tak, stan majatkowy – tak, obywatelstwo – tak, narodowosc…

 

* SCENA 3

Przy balustradce statku stoi Chlopek i Mezczyzna. Pokazuja na dloni wielkosc ryb, jakie wyciagneli, obok stoi wedka. W oddali marynarz trzyma szybe w rozpostartych rekach. Wedkarzy troche deprymuje taka wielkosc ryby. W barku idzie Sidorowski, w rekach talerz. Nadgryza sliwke i wyrzuca ja przez okno, trafiajac w szybe trzymana przez marynaza. Siada przy stoliku, kladzie talerzyk z kielbaska przed soba. Na przeciw niego siedzi syn Mamoniow. Sidorowski rusza po sztucce. Tymczasem wedkarze bawia sie wedka, ta zaczepia sie o kielbase i po chwili rybki w Wisle maja podwieczorek. Wraca Sidorowski i rzuca gniewne spojzenie Mamoniatku, ktory ucieka.

 

*SCENA 4

Mamon i Mamoniowa na lezakach na dziobie. Przybiega synek i chowa sie za nich.

MAMONIOWA:
Cudownie jest. Cudownie, cudownie.

MAMON:
/przyklada lornetke do oczu, obserwuje panienki na statku/
Dziekuje! O, lasy, lasy, pola,  pastwiska, kosza traktorem, o!

SIDOROWSKI:
/Nadchodzi i wskazuje na Mamoniatko./
Przepraszam panstwa, to panstwa? Przepraszam? To panstwa?

MAMON:
Tak, a o co chodzi?

Przechodzi tyczkarz z dlugawa tyczka, wszyscy musza sie schylic.

TYCZKARZ:
Przepraszam.

SIDOROWSKI
Zachowal sie bardzo nieprzyzwoicie. Pozbawil mnie posilku.

MAMONIOWA:
To wykluczone.

MAMON:
Bardzo mi przykro, inzynier Mamon jestem.

SIDOROWSKI:
Bardzo mi przykro, Sidorowski.

MAMON:
/podajac lornetke/
Zobacz pan, choc no tu! Jak to pieknie wyglada. O!

Sidorowski widzi zamiast panienek faceta w slipach.

MAMON:
Moja zona, Krystyna.

MAMONIOWA:
Mamoniowa.

SIDOROWSKI:
Bardzo mi przykro, Sidorowski.

MAMONIOWA:
Cos ty tam zrobil, Wojtusiu?

SIDOROWSKI:
Taaa. Tak.

MAMONIOWA:
Cudownie. Tu jest cudownie.

MAMON:
Snopki siana, jedza krowy, chalupy przykryte okapem, o! pies! na uwiezi, o!

SIDOROWSKI:
Taaa. Taaa. W tak pieknych okolicznosciach przyrody i niepowtarzalnej.

MAMONIOWA:
/odwraca lezak, by patrzyc, gdzie Mamon patrzy/
Zamknales wszystkie okna w mieszkaniu? Cholerny ten lezak. Susza wywarla wielkie spustoszenie. Maliny sie koncza. Co ty tam widzisz?

MAMON:
Kon. Krowa, kura. Kaczka. Kura, kaczka. Drob.

SIDOROWSKI:
/Odchodzac/
W tak pieknych okolicznosciach przyrody, i tego…, i niepowtarzalnej. Pani pozwoli. I pan rownierz. Wyskocze po swoja zone.

MAMON:
Jest! Widze. Droga, chyba na Ostroleke. Jak sie nazywal ten facet? Na Si? Si?

MAMONIOWA:
No, niemozliwe, zeby na Si.

MAMON:
Si, si…

MAMONIOWA:
Cudownie tu jest. Naprawde cudownie.

MAMON:
Si? Si?

 

* SCENA 5

Tyczkarz rozmawia z Chlopkiem i jego kolega, oddaje im nawet tyczke. Chlopek probuje przedostac sie pod pokladowym tunelem laczacem dziob z rufa. Tyczka na wysokosc sie nie miesci, wiec trza ja pozioma. Facet rozpedza sie i przebiega pod tunelem galopujac, przeganiajac kilku podroznych. Ustala tyczke pionowo, szturchajac Baczystego. Ten sie odwraca i wali siedacego obok. Tyczka zaczepia sie o chustke pewnej damy i ja porywa porzucajac na twarzy mezczyzny, ktory ja odrzuca Koniowi. Do niego zbliza sie kobieta, wlascicielka chusty. Wyglada groznie.

 

* SCENA 6

Mamoniowie siedza, jak siedzieli. Nadchodzi Sidorowski.

SIDOROWSKI:
Ja panstwa bardzo przepraszam, ale moja zona przeprasza, bo spi. Zaniemoglo biedactwo. Ona ma wogole jakas ogolna tendencje – kolka, watroba, sledziona, noga.

Nadchodzi Sidorowska pod reke z Bubkiem.

BUBEK:
Ja w operetkach gralem. Straszny Dwor…

SIDOROWSKA:
Ja mysle.

BUBEK:
Halka, Jadzia Wdowa.

SIDOROWSKA:
/do meza/
A ty gdzie sie obijasz?

SIDOROWSKI:
Poddzwignelo sie biedactwo.

SIDOROWSKA:
Daj mi klucz, chce isc do kajuty cos zjesc.

SIDOROWSKI:
Pozwol, przedstawie cie panstwu.

SIDOROWSKA:
A, bardzo mi przyjemnie, Sidorowska jestem.

Bubek cichcem sie wycofuje, Sidorowski pedem za nim.

MAMONIOWA:
Mamoniowa.

SIDOROWSKA:
Sidorowska jestem, prosze pana.

MAMON:
Mamon.

MAMONIOWA:
To nasz synek. Romek!

 

* SCENA 7

Sportsmen popisuje sie lapaniem rownowagi na barierce, obcerwuje go Chlopek z tyczka. Przychodzi Tyczkarz, obejmuje Chlopka i odchodza. Tyczka o maly wlos nie straca Sportsmena w wode. Zeskakuje i zadowolony chce sie oprzec o barierke w miejscu, w ktorym jej nie ma. Wpada w wode. Gapowicz rzuca mu kolo ratunkowe, ktore tonie. W tym czasie od drugiej burty  wylania sie Sportsmen i staje na rekach, podczas gdy Gapowicz wciaz go szuka. Inny koles popisuje sie przed panienkami, i opiera sie o barierke, ta jest peknieta i ten tez laduje w wodzie.

* SCENA 8

Przy barierce na laweczce siedza malzenstwa Sidorowskich i Mamoniow.

MAMON:
Ha, ha, ha. Ja na przyklad nie chodze do teatru w ogole.

SIDOROWSKA:
Ha, ha, ha, my chodzimy wszedzie, prosze pana, i do teatru, i do kina, i na rewie.

SIDOROWSKI:
Bylismy ostatnio z zona, prosze pana, w Hali Mirowskiej, gdzie ja mialem aparat Zorke 5 i zrobilem kilka zdjec.

MAMON:
/Sidorowska co chwila kaszle/
Ja w ogole nie lubie chodzi do kina, a szczegolnie nie chodze na filmy polskie, wie pan? Nudzi mnie to po prostu. Zagraniczny, to owszem, pojde sobie. Bo fajne sa filmy zagraniczne, wie pan? Juz tak mozna, wie pan, jakos tak, noo, ja wiem, noo, przezyc to, wie pan, przezyc. A w filmie polskim, prosze pana, to jest tak: nuda. Nic sie nie dzieje, prosze pana. Nic. Taka, prosze pana, dialogi niedobre, bardzo niedobre dialogi sa. Prosze pana. W ogole brak akcji jest. Nic sie nie dzieje. Az dziw bierze, ze sie nie wzoruja na zagranicznych, prosze pana. Wie pan, no juz tam, niech pan wezmie np. aktora, prosze pana, zagranicznego. Ale aktor zagraniczny, prosze pana, to jego twarz cos wie pan, nie wiem jak tutaj. Trudno mnie w tej chwili powiedziec, wie pan, cos takiego wyraza, wie pan, jakos tak, no, wie pan o co mi chodzi. A polski aktor, prosze pana, to jest pustka, pustka, nic. Absolutnie nic. Zalozmy, prosze pana, ze polski aktor, prosze pana, gra, nie? Widzialem taka scena kiedys, np., no ja wiem, np. zapala papierosa, nie? Prosze pana, zapala papierosa, i, prosze pana, patrzy, tak, w prawo, potem patrzy w lewo, prosto. I nic. Dluzyzna, prosze pana. To jest po prostu dluzyzna, prosze pana. Prosze pana, siedze sobie, prosze pana, w kinie, pan rozumie, i tak patrze, siedze se w kinie, prosze pana, normalnie, patrze, patrze na to, no i az chce mi sie wysc z… z kina., prosze pana. I wychodze.

/Wychodzi, po chwili wraca/

MAMON:
No i panie, i kto za to placi? Pan placi, pani placi, my placimy. To sa nasze pieniadze, prosze pana.

SIDOROWSKI:
Spoleczenstwo.

MAMON:
Spoleczenstwo, prosze pana. W ramach kina.

* SCENA 9

Na salce kupa ludzi – zebranie. Siedza na krzeslach i rozmawiaja. Na scenke po schodach wchodza Gapowicz i Kapitan.

KAPITAN:
Dzien dobry. Przedstawiam panstwu nowego naszego, yy… kolege, ktory razem z nami bedzie plywal. Sadze, ze bedzie sie zajmowal rozrywka, kultura, sztuka. Sadze, ze wspolpraca razem z nim bardzo dobrze panstwu wypadnie. Zycze powodzenia.

Oklaski. Gapowicz staje i sie patrzy. Kapitan schodzi po schodal na dol, Gapowicz rusza za nim. Rozpoczynaja sie rozmowy. Po chwili Gapowicz wbiega z powrotem, a za nim kapitan – zapomnial czapki. Gapowicz staje zawstydzony przed podroznymi.

GAPOWICZ:
Znamy sie malo… wiec moze ja bym powiedzial pare slow o sobie… najpierw…Urodzilem sie… Urodzilem sie w Malkinii… w 1937 roku… w lipcu… naczy…w, w polowie lipca. Wlasciwie w drugiej polowie lipca wlasciwie. Y… Dokladnie… 17 lipca… No… to tyle moze o sobie… na poczatek… Czy sa jakies pytania?

Cisza. Chlopek podnosi rece, ale po chwili ja opuszcza. Kolega kiwa mu glowa, ze dobrze robi. Chlopek znow startuje. Wstaje.

CHLOPEK:
Na kazdym zebraniu jest taka sytuacja, ze ktos musi zaczac pierwszy.

Siada. Zrywa sie Sidorowski.

SIDOROWSKI:
Przepraszam, czy mozna?

GAPOWICZ:
Oczywiscie. Oczywiscie.

SIDOROWSKI:
To ja mam pewna kwestie.

GAPOWICZ:
Niech bedzie.

SIDOROWSKI:
Ale nie wiem, czy mozna.

GAPOWICZ:
Mozna, mozna. Naturalnie, bardzo prosimy wlasnie.

SIDOROWSKI:
Chcialbym zamienic sie na lozka, poniewaz zaistniala taka sytuacja…

DAMA:
Wie pan, dziwie sie bardzo, ze pan wyjezdza tutaj z czyms takim.

GAPOWICZ:
A… Chcialem tylko zapytac..Wlasciwie, A z kim chcial sie pan zamienic na lozka?

SIDOROWSKI:
Z nikim! Obok jest wolne lozko. O wiele wygodniejsze, szersze.

GAPOWICZ:
A skad pan wie?

SIDOROWSKI:
Probowalem.

GAPOWICZ:
No tak… Wiec w tej sprawie wlasciwie moge panu odpowiedziec, ze… wlasciwie mozna sie zamienic, to znaczy… nie mozna. Chyba tak.

SIDOROWSKI:
Czyli mam spac na tym, na ktorym… ktore mi zostalo przydzielone?

GAPOWICZ:
Nie. Znaczy… obecnie pan spi na ktorym?

SIDOROWSKI:
Na tym od… Jak wchodze do kajuty, po lewej rece mam… to lozko.

GAPOWICZ:
Aha. Ja mam po prawej.

MAMON:
Chcialem sie przedstawic, inzynier Mamon jestem. Prosze panstwa, ja nie jestem przeciwny zebraniom, wrecz przeciwnie, nie mam nic na przeciwko, ale…

MAMONIOWA:
Prosze panstwa, Mamoniowa jestem. Nikt tu nikogo pod pistoletem nie zatrzymuje. Wprost przeciwnie, ja tu siedze z prawdziwa przyjemnioscia.

Wstaje Poeta, ktory zawsze mowi bardzo cicho.

POETA:
Prosze panstwa. Chcialbym pomowic na temat, wlasnie, poezji, tego, czym sie zajmuje.  Chcialem powiedziec, ze nie jest to jakies…

MAMON:

Panie, nie mozna pana wogle zrozumiec, no. Niech pan idzie na srodek…

POETA:
Niech pan idzie na srodek.

MAMON:
.. i niech pan miowi glosniej. No, idz pan na srodek.

Poeta wychodzi i staje obok Gapowicza.

POETA:
Dzien dobry panstwu. Chcialem, powiedzmy, opowiedziec o sobie troszeczke i zainteresowac was swoimi… swoja poezja, ktora w zasadzie jest jakas y… jakims czynnikiem, ktory po prostu pozwala mi na poznanie ludzi, wejscie w ich prywatne troski i zycie.

KTOS:
Niewyraznie pan mowi, do pana by mogl?

POETA:
/mowiac do stojacego obok Gapowicza/
I dlatego tez wlasnie chcialbym byc, powiedziec, jak, w jakim przypadku powstaje moja poezja. Jest to w zasadzie dziwna rzecz. Tak dziwna jak s…,  jak ja sam jestem, mam swoj intymny swiat zwierzen. I wszystkiego tego jest brak wam, co ja mam, smutek i nostalgia.

GAPOWICZ:
E?

POETA:
Smutek i nostalgia.

GAPOWICZ:
Smutek i nostalgia.

MALY:
Nie slyszalem za bardzo…

GAPOWICZ:
Smu… smutek i nostalgia.

POETA:
Nie jest mi latwo pisac na temat, powiedzmy, na… na podrzucony temat.

GAPOWICZ:
Na jaki… przepraszam?

POETA:
Na podrzucony temat.

GAPOWICZ:
Na podrzucony?

POETA:
Tak.

GAPOWICZ:
Nie jest panu latwo na podrzu… na podrzucony temat pisac.

POETA:
Dlatego tez moim… moim tematem…

GAPOWICZ:
Tak.

POETA:
Powiedzmy… dluzszym tematem to kontynuuje w dalszym ciagu…

GAPOWICZ:
I to… co? przepszam?

POETA:
Ktory kontynuuje w dalszym ciagu.

GAPOWICZ:
I je je…?

POETA:
Kontynuuje w dalszym ciagu.

GAPOWICZ:
Kontynuuje.

POETA:
… jest piekno przyrody. Takiej przyrody jaka widze ja.

GAPOWICZ:
Ptaki przyrody?

POETA:
Takiej przyrody…

GAPOWICZ:
Aha.

POETA:
Jaka widze, jaka widze ja, powiedzmy, takiej dzikiej natury, nieokielznanej. S… Powiedzmy, z warunkami, wlasnie, tymi najbardziej artystycznymi.

GAPOWICZ:
Pan mowi teraz, mowi o przyrodzie teraz.

POETA:
Trudno mi jest mowic tak od… do was w tej chwili, bo znamy sie ledwie pare chwil, ale juz potrafie z waszych twarzy dowiedziec sie w zasadzie czastke naszego prz… przeszlego zycia.

GAPOWICZ:
Prze… Przyszlego?

POETA:
Przeszlego!

GAPOWICZ:
Przeszlego. Naszego przeszlego zycia.

POETA:
Gdybym byl jasnowidzem, moglbym…

GAPOWICZ:
Gdyby pan byl jasnowidzem…

POETA:
Moglbym… moglbym wam powiedziec wiecej.

GAPOWICZ:
Moglby nam powiedziec wiecej.

POETA:
Na przyszlosc.

GAPOWICZ:
Przyszlosc.

POETA:
Ale… nie jestem, wiec…

GAPOWICZ:
Ale nie jest wiec.

POETA:
Trudno. Niech bedzie. Z tym, ze moge w tej chwili pokazac palcem…

GAPOWICZ:
Moze pokazac palcem.

POETA:
… twarze, ktore najbardziej… z ktorych najbardziej moge cos wyczytac.

GAPOWICZ:
Moze pokazac… Pan moze pokazac palcem twarze, z ktorych moze… najbardziej cos wyczytac.

POETA:
Tak.

GAPOWICZ:
Po prostu… To chyba prosimy bardzo? jezeli panstwo nie maja…

POETA:
Wiec… nie chcialbym tego robic… to wyjdzie z moich wierszy…

GAPOWICZ:
To wyjdzie samo z panskich wierszy.

POETA:
Tak tego ze powiedzmy w kazdym takim odczycie, jak robie przewaznie w swoim gronie, mam swoja ofiare, ktora po pewnym czasie jest zalamana absloutnie, nawet dochodzi do pewnej ekstazy nerwowej.

GAPOWICZ:
Jakiej?

POETA:
Ekstazy nerwowej.

GAPOWICZ:
Y… Gdzie?

POETA:
Na odczycie. Na odczycie.

GAPOWICZ:
Tak.

POETA:
Kosztuje mnie to sporo  zdrowia.

GAPOWICZ:
Kosztuje to pana sporo zdrowia.

POETA:
Tak, tak mi taka, weszlo mi w krew. Powiedzmy, ja…

GAPOWICZ:
Panu weszlo w krew.

POETA:
… chce wejsc w zycie ludzkie, chce znac ich troski, po prostu jakos jakos zapo wlasnym rytmem wlasnym powiedzmy zanim zapobiec jakims kataklizmowm, powiedzmy czy… czy nawet moralnej… moralnemu upadkowi.

GAPOWICZ:
Pan chce zapobiec moralnemu upadkowi. No ale to sa takie sprawy, ktorych…

KTOS:
/chrzaka/

GAPOWICZ:
Slucham?

KTOS:
Przepraszam.

GAPOWICZ:
Nie szko… Mysle, wie pan, ze ta sa, i chyba panstwo tez mysla, ze sa to sprawy…

Koniu palil papierosa w fifce, a gdy go wypalil, nie moze wyciagnac peta, wiec stara sie strzepnac go przy okazji niechcacy klaskajac. Reszta widowni podlapuje i tez zaczyna klaskac. Zglasza sie Bolo.

BOLO
Wlasnie o takich ludziach, ktorzy sa tutaj u nas… Pragnalbym, zebysmy zainicjowali dla pasazerow znajdujacych sie na naszym statku wieczorek.

POETA:
W ramach tego… chcialbym powiedzmy sam zaawrodmic cos czego jeszcze nie bylo.

GAPOWICZ:
Chcialby pan cos, czego jeszcze nie bylo. Tak?

POETA:
Tak.

SPORTSMEN:
Prosze panstwa, nawiazujac do slusznei idei programu roz… Dobrze mowilem? Prosze panstwa, nawiazujac do slusznej idei programu rozrywkowego chcialbym wytknac jej wade. Kladzie ona nacisk jedynie na rozwoj intelektualno-duchowy z pominieciem elementow fizycznych. W zwiazku z powyzszym proponowal bym nastepujace dyscypliny sportowe jak:

BOLO:
Poprosze o glos.

SPORTSEMN:
…jak plywanie, prawda… zapasy…

BOLO:
Kazdy moze, prawda, krytykowac, a mam wrazenie, ze dopuszczenie do krytyki, panie, tu nikomu tak nie podoba sie. Tak wiec z punktu, majac na uwadze, ze ewentualna krytyka moze byc, tak musimy zrobic, zeby tej krytyki nie bylo, tylko aplauz i zaakceptowanie tych naszych, prawda, punktow, ktore stworzymy.

GAPOWICZ:
Ja uwazam, ze to jest chyba bardzo rozsadne, co pan mowi, i to nal.. chyba jest potrzebne po prostu.

BOLO:
No wiec wobec tego nalezy wziasc sie do pracy… i budowac, organizowac.

ARTYSTA:
Zgadzam sie z przedmowca. Przejdzmy od slow do czynow.  Chcialem powiedziec kilka slow. Jako pierwszego kandydata do rady rejsu proponuje pana, ktory prowadzi nasze zebranie. Kto jest przeciw? Nie ma, dziekuje.

GAPOWICZ:
Dziekuje bardzo i… teraz chcialem… w takim razie zaproponowac ze swojej strony na kandydata do rady rejsu pana, ktory mnie zaproponowal. Y… Czy jest ktos przeciw?

BOLO:
Stwierdzam, ze glosowanie, ktore tu sie odbywa, w powaznych instytucjach uwazane bylo by za niewazne. Sa trzy metody glosowania, pierwsza przez aplauz, znaczy sie ze wszyscy glosuja, druga metoda kulkami. Sa kulki czarne i czerwone, ktore otrzymuje kazdy glosujacy, czy… przepraszam, biale i czarne, ktore otrzymuje kazdy glosujacy, czarna za… lub odwrotnie, czarna za, y… czarna przeciw, biala za, jezeli nie odwrotnie. Jest trzecia metoda przez podniesienie rak. Ta metoda jest najdoskonalsza.

NIEGOLONY:
No, swietnie, ale jaka metoda wybierzemy metode glosowania?

 

* SCENA 10

Przy brzegu, po kostki w wodzie, stoja Gapowicz, Poeta i Artysta. W samych kompielowkach, zboczency! Podczas rozmowy stopniowo zanuzaja sie w odmety Wisly az do calkowitego zanuzenia.

GAPOWICZ:
Panowie, nie zapominajmy o jednym, ze to ma byc zupelna niespodzianka dla kapitana i zupelne zaskoczenie dla niego. Chodzi o to, aby kapitan nic nie wiedzial. No. Ja w zwiazku z tym mam pewien pomysl. Panowie, pozwolcie, pozwolcie. Mnie sie wydaje, ze powinniscmy to zrobic w zupelnej tajemnicy. Przed kapitanem. W zupelniej tajemnicy przed kapitanem. Co? I… Acha. Z tym ze jeszcze jedno mam. Rocznica jest we wtorek. Czyli my musimy w tej chwili tu na miejscu ustalic, czy bedziemy… uczcimy rocznice to haslo spiewajac, czy je… czy to haslo recytujac, prosze pana…

POETA:
Tanczymy?

GAPOWICZ:
Czy…po prostu tanczac z pokazami gimnastycznymi. I to jest w tej chwili najwazniejsza sprawa. Czy tak, czy tak, czy tak.

ARTYSTA:
Z tych naszych rozmow wylania sie idea wystepow, jakich jeszcze nie bylo, stworzenia czegos zupelnie nowego. Nowa wartosc moze powstac jako synteza roznorodnych sprzecznych ze soba wartosci. Jezeli chcemy osiagnac nowa wartosc, musimy doprowadzic do konfliktu pomiedzy tym, co fizyczne, a tym, co duchowe. Jezeli natura, wiec fizycznosc, jest czyms pierwotnym, czyli teza, to kultura jest jej antyteza, a synteza jest tym, co pragniemy o siagnac. Czy ktos z nas gimnastykuje sie, reprezentuje nature, wiec teze, jesli ktos z nas spiewa, reprezentuje kulture, wiec antyteze. Chcac stworzyc sztuke na nasza miare musimy zwiekszyc w niej udzial wysilku fizycznego, a dla antytezy i duchowego. I to jest nowa startegia syntezy, i to jest nowa koncepcja sztuki.

Wchodza pod wode. Bulgot.

 

* SCENA 11

W tyle statku stoja Gapowicz, Poeta, Mamon, Artysta, Bolo, Bubek. Prowadza proby przedstawienia dla kapitana – uzgadnianie materialu. Bubek otwiera klape i wchodzi po pas do luku prowadzacego pod poklad. Zaczyna spiewac. Nadchodzi kapitan, Bubek chowa sie w srodku luku, klape zamykaja ci na wierzchu i zgrywaja, ze se widoczki ogladaja. Kapitan odchodzi – Bubek znowu spiewa.

GAPOWICZ:
No i jak?

BOLO:
Mnie ostatecznie to sie bardzo podoba.

POETA:
Tak, podzielam panskie zdanie, dlatego to jest smutne.

BUBEK:
Taaa.

ARTYSTA:
Tak, to formalnie bardzo interesujace.

MAMON:
Mnie sie podoba ta melodia. Pierwszy raz slysze, no.

GAPOWICZ:
No, podoba mi sie to, co panowie mowia, ze sie podoba. Poczatek jest obiecujacy, mysle.

POETA:
Zwlaszcza ten fragment.
/nuci/

Dalacza sie do niego Bubek.

BUBEK I POETA:
Gdy ciebie maaaam! HOOOO-hop-ho-hoooo!!!

BUBEK:
Ouu!

POETA:
Ta, wiec…

GAPOWICZ:
Dobrze.

POETA:
Ja bym to widzial z podkladem baletowym.

ARTYSTA:
Dlaczego pan chcialby to laczyc?

POETA:
Po prostu dlatego, ze melodia tutaj nie ma jakiegos, konkretnego powiedzmy tekstu, a temat trudno byloby bez ruchow – tancem.

ARTYSTA:
Pan mowi o tekscie, a ma pan na mysli wylacznie tresci, ktorych tu nie ma.

POETA:
Tez, oczywiscie.

ARTYSTA:
Acha, wiec jesli jest to forma bez tresci, to nie ma to waloru obiektywnosci. No wiec jest to formalizm.I to jest grozne, ale formalizm jest jeszcze grozny dlatego, ze jak nie ma tam tresci, to po prostu mozna sobie podkladac tam rozne tresci, i moze nawet takie, ktore by nam tu nie odpowiadaly.

GAPOWICZ:
Gdyby bylo odwrotnie moze. Zreszta… Ale. Nie wiem, w koncu panu sie podobalo, prawda?

MAMON:
Mnie?

GAPOWICZ:
No tak.

MAMON:
Prosze pana, ja jestem umysl scisly, mnie sie podobaja melodie, ktore juz raz slyszalem… poprostu. No, to porzez, no, reminiscencje. No jakze mi sie moze podobac piosenka, ktora pierwszy raz slysze.

GAPOWICZ:
/do Bubka/
Ale… No wlasciwie… Co pan chcial przez to wyrazic?

BUBEK:
No.. to moje serce.

GAPOWICZ:
Czyje?

BUBEK:
Y… Jej.

GAPOWICZ:
Do kobiety pan spiewa?

BUBEK:
Tak.

GAPOWICZ:
No tak, a mialo byc… To mamy dla kapitana spiewac, to…

BUBEK:
Hmm. No. Do kapitana… to moze ja wiem…

GAPOWICZ:
No wlasnie.

BUBEK:
Nie pasuje czy jak?

GAPOWICZ:
Co z tym fantem robic teraz?

MAMON:
Tak ja mysle moze to polaczyc w jakis sposob jakby z tym tancem polaczyc ta cala historie.

BOLO:
O!

ARTYSTA:
Zaraz zaraz zaraz!

MAMON:
To tez nie byloby takie glupie.

GAPOWICZ:
Co? Mozna by sprobowac, tylko… Niech pan sproboje…

Poeta wchodzi na drabinke luku, tak ze reszta widzi go od pasa w gore.

GAPOWICZ:
Zapyczaj pan, niech sie pan nie denerwuje, nie badz pan dziecko, no.

Bubek zaczyna spiewac. Kapitan krazy w okolicy, zas Poeta zaczyna tanczyc na drabince schadzac coraz nizej do kajuty, gdzie przy stole siedzi reszta zalogi. Bardzo sa zdziwieni.

 

* SCENA 12
Slychac spiew kobiecy. Baczysty dyryguje kilkoma kobietami, zaczynaja spiewac. Kobiet nie widac. Kapitan wciaz krazy po pokladzie.

SIDOROWSKA:
Nikt nas nie pragnie…

Nadchodzi kapitan, kobiety milkna, Baczysty udaje, ze macha komus na brzegu.

 

* SCENA 13

Siwa, Tym, Bolo, Artysta staja na pokladzie. Siwa spiewa, Artysta kreci sie dokola i pali indyjska, cieka fajke (rodzaj fifki) z papierosem na koncu.

SIWA:
Boze tarachanyj, silnyj, dzierzawyj…

GAPOWICZ:
Przepraszam. Ciii! Nie, wie pani…

SIWA:
To znaczy co?

GAPOWICZ:
Ciii! Nie, nie, nie, bo nie jestesmy sami.

SIWA:
Aha.

GAPOWICZ:
Nie jestesmy sami na statku, wiec lepiej, wie pani.

SIWA:
Aha. To dobrze, ja…

GAPOWICZ:
Nie, nie, nie, nie, chwileczke. Bo to, eh, no, przec… ustalilismy, to ma byc dla kapitana.

SIWA:
Tak. Uhu.

GAPOWICZ:
Niech pani spiewa, tylko wie pani, po cichu, ze nie… Pan, pan uwaza! Pan potrzyma. Prosze bardzo.

SIWA:
To ja mam mowic juz?

GAPOWICZ:
Tak, tak, tak, tak, tak. Dobrze, dobrze. „Bywaj dziewcze zdrowe”. Dobrze.

SIWA:
/spiewa/
Bywaj dziewcze zdrowe, ojczyzna mnie wola, ide za kraj walczyc wsrod rodakow kola. I choc przyjdzie zginac w ojczystej potrzebie, nie rozpaczaj, dziewcze, zobaczym sie w niebie.

GAPOWICZ:
No. No, moze byc dobrze, tylko nie bardzo jestem pewien, czy to jest… nie podoba mi sie zdecydowanie nawet to, ze oni maja sie spotkac w niebie, jak pani spiewa, w niebie.

SIWA:
Uhu.

GAPOWICZ:
Niech pani pomysli, gdzie by oni mogli sie spotkac, w… w jakims innym miejscu po prostu, ale zeby nie bylo w niebie.

SIWA:
Teraz?

GAPOWICZ:
I choc przyjdzie zginac. Od tego miejsca.

SIWA:
No wlasnie ja tu troche zapomnialam tego.

GAPOWICZ:
I choc…

SIWA:
/spiewa/
NIe placz, dziewcze, nie placz… Zaraz pan ma, jak pan, pro…

GAPOWICZ:
/spiewa/
I choc przyjdzie zginac…

SIWA:
/spiewa/
…w ojczystej potrzebie, nie rozpaczaj dziewcze, spotkamy sie w grobie. No wiec grob…

BOLO:
W grobie? To nie jest zaden rym. Co to za rym?

 

* SCENA 14

Na pokladzie przy burcie stoja Baczysty, Artysta, Tym i Brodacz.

BACZYSTY:
A wogole, moim zdaniem, jezeli ktokolwiek moze sie tym…, komukolwiek to sie moze podobac, bawic sie, to znaczy, ze nie kochal swojej matki.

ARTYSTA:
Prosze pana, ja tez chodze na pokazy mody, ale nie mowie, ze robie to z milosci do mojej mamy.

BACZYSTY:
/smieje sie/

BRODACZ:
Eh, gadanie…

ARTYSTA:
Oczywiscie zerowanie na mlodosci jest praktyczniejsze, ale to nie jest sztuka. Dawni malarze malowali ludzi starych, pokurczonych, i to sa najpiekniejsze… a, jedne z najpiekniejszych obrazow.

BRODACZ:
No tak.

GAPOWICZ:
Prosze pana, istnieje powiedzenie, ze, wie pan, istnieje znane powiedzenie, ze mlodosc musi sie wyszumiec, prosze pana. Jesli tak jest rzeczywiscie, to jesli chodzi o starosc, prosze pana, no to co?

BRODACZ:
Prosze panow. Ja uwazam tak. Prawda i piekno to sa wartosci absolutne, a laczy je dialektyka, prawda? Moze byc wstretna prawda i piekny falsz, tak? No a artyzm, to jest, y… wartosc niezalezna. To byla prawda artystyczna o czlowieku. Starym. Mlodym tez. Ktory bedzie stary. Jasne?

 

* SCENA 15

Kilka kobiet stoi  w kolku, spiewaja: „Parampampam”.

SIDOROWSKA:
Nikt nas nie pragnie…

 

* SCENA 16

Tym stoi na pokladzie przy balustradce, podchodzi Poeta.

POETA:
Prosze pana. Mam dla pana zasadnicza sprawa.

GAPOWICZ:
Slucham?

POETA:
Prosze pana, w damskiej ubikacji napisane jest „glupi kaowiec”.

GAPOWICZ:
Jak, jak, jak?

POETA:
W damskiej ubikacji napisane jest „glupi kaowiec”!

GAPOWICZ:
I pan to zauwazyl?

POETA:
Tak, prosze pana. Oto poszlaka!
/podaje szminke/

GAPOWICZ:
/oglada/
No, bardzo ladnie. Pan to trzyma i… bardzo dziekuje, niech pan w dalszym ciagu trzyma oko i ucho na pulsie spraw. Niech pan ogolnie sie orientuje, co, jak, w ogole. Wie pan.

POETA:
Dobrze.

GAPOWICZ:
Aaaaaaaa!

POETA:
Co znowu?

GAPOWICZ:
A co pan robil w damskiej ubikacji?

POETA:
Ja?

GAPOWICZ:
No przeciez nie ja!

POETA:
To jest schemat, prosze pana, gdy jest meska zajeta, wchodze do pierwszej wolnej.

GAPOWICZ:
Nie, nie, nie, nie. Co pan robil w damskiej ubikacji?

POETA:
Jak? A co sie robi w ubikacji, prosze pana?

GAPOWICZ:
Ale w damskiej, prosze pana, w damskiej ubikacji?

POETA:
To samo robilem co w meskiej.

GAPOWICZ:
Kolego! Kolego! Pewnych spraw nie mozemy przeginac.

POETA:
No, prosze pana! Przeginac!?

GAPOWICZ:
Pan mnie pamieta, nie, nie, nie.

POETA:
Pan nigdy nie byl w damskiej ubikacji?

* SCENA 17

Gapowicz i Bolo rozmawiaja na burcie.

BOLO:
I ktora, panie, kolegium zatwierdzi, panie, by byla odstraszajaca dla innych, i aby sie nie powtarzaly tego rodzaju, panie, wybryki, nie?

GAPOWICZ:
Nie mowie o karze smierci, no to…

BOLO:
Nie no, to nie no to, jesli chodzi o tego rodzaju rzeczy.

GAPOWICZ:
No wie pan, w koncu jest to, no tak sie mowi, ale jednak, no, stwierdzam.

 

* SCENA 18

W kajucie, przy stole siedza Gapowicz, Mamon, Bolo, Poeta i Jas. Gapowicz spi oparty na rece, reszta bawi sie maczankami do herbaty, rozglada sie. Na przeciw nich na krzesle siedzi Chlopek z gitara i gra.

CHLOPEK:
/mmmmmm-mmmmmuczy/
Byly maje, byly bzy, bylas tez, dziewczyno , Ty… I odeszlas…

MAMON:
To mnie wzrusza. Jestem ozywiony.

JAS:
Ja tez…

MAMON:
Pobudza, a pan? A pan? E!

GAPOWICZ:
/przez sen/
Co?

MAMON:
No, co pan sadzi?

GAPOWICZ:
A czym?

MAMON:
Jak to o czym?

GAPOWICZ:
Nie..  Nie, nie rozumiem…

MAMON:
O piosence.

GAPOWICZ:
Jakiej piosence… A! Nie! Przepraszam bardzo, bo nie slyszalem, po prostu, jak pan spiewal, bo bylem zamyslony. Ale nic, niech, niech pan nie powtarza, o czym bylo? Pan zreferuje laskawie, kolego, to ja sie zreferuje.

MAMON:
Nie no panie…

POETA:
Tresc jest krotka.

GAPOWICZ:
Tak?

POETA:
Mozna ja umiescic w trzech zdaniach. Jestem sam. Nie mam dziewczyny. Jest mi niedobrze.

BOLO:
Tyle w tej piosence jest beznadziejnego smutku, tesknoty, jakis nieokreslonych i niespelnionych nadziei, ze… chwyta.

JAS:
/szepcze/
Za serce.

GAPOWICZ:
Ta. Ta piosenka?

BOLO:
Tak.

GAPOWICZ:
Tylko… Naczy nie wiem, bo ja, co do muzyki, nie slyszalem piosenki, chcialem powiedziec pare slow na jej temat, bo wydaje mi sie, ze panowie tutaj chyba dosc, przepraszam, mylnie interpretuja tresc tego, co panowie slyszeli. Bo… Jezeli… jezeli ktos u nas, w tej chwili, na bierzaco, w konkretnych bardzo okolicznosciach, jak teraz zyjemy, prawda, wszyscy, w kocu, tutaj, gdzies, i ktos nagle spiewa, ze jest mu niedobrze, ze nie ma konkretnego celu, w czasach, gdy dookola od..od celow, od celow, jest az…az…az… gesto, az…az…az… sie mnoza te cele wogole, az…az… jeden za drugim nastepuje, gdzie kolektyw obok kolektywu, gdzie ludzie sa naprawde wszedzie razem, gdzie ciagle czuja sie jakos zwiazani ze soba, i nagle ktos spiewa, ze jest samotny, i ze nie ma sie gdzie przystosowac, i ze nie ma nikogo, i ze wogle nie wie, co ze soba zrobic, i ze teski za czyms blizej nieokreslonym, skoro wiadomo, ze mamy bardzo konkretne cele i konkretne dazenia i ze wiemy, za czym mamy… jezeli mamy tesknoty, to wiemy jakie to sa tesknoty i bardzo sa konkretne. Jezeli ten ktos w ten sposob spiewa, panowie, no to przeciez, panowie, no to przeciez on nie spiewa tego serio po prostu… To chyba…

POETA:
No tak, ale…

GAPOWICZ:
… inna sprawa. Chwileczke! Sekunde! Niech pan nie przerywa, kolego! On nie spiewa tego serio wtedy, przeciez. I to nalezy rozumiec, i tutaj mi sie wydaje, ze panowie po prostu mylnie interpretuja. On po prostu spiewa zartobliwie, ironicznie. Ze stosuniem jakims takim zartobliwym do tematu i samego siebie, ze on to w ten sposob spiewa, i w zwiazku z czym twierdze, ze nie jest to piosenka smutna, pesymistyczna, tak jak pan mowil chwyta, ale to takie jest lzawe. To nie jest lzawa piosenka, ja twierdze, ze jest to piosenka optymistyczna, zartobliwa, wesola, z akcentami humorystycznymi. W sumie uwazam, ze potrzeba jest nam zdrowych, wesolych, optymistycznych piosenek wlasnie takich, nawet czasami zartobliwie-ironicznych. I ja bym sie z nia raczej… I w ten sposob bym ja interpretowal, panowie.

POETA:
No ale skad sie lzy biora w jego oczach w takim spiewaniu?

BOLO:
Stawiam wniosek przesuniecia kolegi spiewaka do sekcji gimnastycznej.

GAPOWICZ:
Tak.

BOLO:
Po pierwsze: nie bedzie samotny.

GAPOWICZ:
Tak.

BOLO:
Bedzie w kolektywie. Po drugie: nabierze wiecej optymizmu zyciowego.

GAPOWICZ:
Jeszcze wiecej, bo przeciez juz ma.

BOLO:
Jeszcze wiecej optymizmu zyciowego. Jasne. Po trzecie, co jest tez wazne: przestanie spiewac.

 

* SCENA 19

Cwiczenia gimnastyczne. Ubrany sportowo Sportowiec pokazuje cwieczenia, ktore z trudem wykonuje reszta cwiczacych, poubieranych w ciasne garnitury i niewygodne buty. Maszeruja w miejscu, wymachuja rekami itp.

 

* SCENA 20

Na przyburciu stoi Gapowicz i Artysta. Gapowicz stara sie wpakowac koszule w spodnie.

ARTYSTA:
Malarze holenderscy malowali ludzi starych i pokurczonych. Nie ukrywali brzydoty swoich modeli, ale pokazywali ich piekno, bowiem mieli dystans do swego tworzywa. w naszej piramidzie jestesmy zarazem tworzywem i tworcami, otoz gdyby ktos byl niedoskonaly fizycznie, nie wiedzialby gdzie konczy sie i gdzie zaczyna sie jego brzydota. Nie sposob zeby mial wlasciwy dystans do  samego siebie. To jest powod, dla ktorego sadze, ze osbiscie nie moge juz dluzej brac udzialu w tej gimnastyce. Nie umiem znalesc dystansu.

GAPOWICZ:
Dlaczego?

ARTYSTA:
Nie moge byc jednoczesnie tworca i tworzywem. Mam chyba prawo wyboru.

GAPOWICZ:
Oczywiscie. Prosze!
/Gapowicz sie ustawia jak do bicia – i rzeczywiscie, dostaje klapsa w tylek./
Pan!

ARTYSTA:
Tak.

GAPOWICZ:
Prosze!
/Kolejny klaps – tym razem dostaje Artysta./

ARTYSTA:
Pan?

GAPOWICZ:
Nie. Raz.
/Artysta dostaje, az huknelo./

ARTYSTA:
Ja?

GAPOWICZ:
Slucham?

ARTYSTA:
Nie pan, wiec ja.

GAPOWICZ:
Skad? Prosze.
/Dostaje Artysta klapsa./

ARTYSTA:
E!

 

* SCENA 21

W rzedzie maszeruja w miejscu Baczysty, Chlopek, Bolo i Poeta. Przed nimi wymachujac rekami maszeruje Artysta. Kapitan patrzy zgorszony z okienka. Kolejne cwiczenie – skoki przez partnera – Sportowiec prowadzi, za nim kolejni, wychodzi oczywiscie tragicznie, bo Artysta laduje na glowie, a potem na rekach przeskakiwanego, a Bolo ma wogole problemy z podskokami, zwlaszcza przez poteznego Baczystego.

 

* SCENA 22

Wszyscy pasazerowie siedza na lezakach (widownia), a na scene (wydzielona czesc rufy) wkraczaja Baczysty z tonami papierow, Bolo i Lokaj. Beda stanowic komisje egzaminacyjna. Siadaja na miejscach, po chwili Lokaj i Bolo zamieniaja sie miejscami. Gapowicz podchodzi do nich, szepcze cos Baczystemu na ucho, a ten z kolei pozostalym. Po chwili komisja zgodnie kiwa glowa. Lecz brakuje konkursowiczow. Los pada na Konia, ktory nie chce isc za Boga. Wychodzi i po chwili wraca zuruck na widownie. Ludzie pomagaja mu wyjsc na srodek. Tam Gapowicz wprowadza go na postument i odwraca sie. Konio ucieka chylkiem spowrotem. Los „usmiecha” sie wiec do Johnny’iego.

GAPOWICZ:
O! Bardzo prosimy, prosimy bardzo! Prosimy! Smialo, smialo do nas, smialo! Prosimy bardzo, bardzo prosimy. Bardzo sie cieszymy. Pierwsze pytanie. Czy pan mnie slyszy?

JOHNNY:
Ja?

GAPOWICZ:
Tak, pan.

JOHNNY:
Slysze.

/rozlegaja sie oklaski/

GAPOWICZ:
Pytanie kolejne. Zatem. Jak sie nazywa miasto nad Wisla? Dla ulatwienia dodajemy, ze jest to imie krola, ktory zostawil Polske murowana.

JOHNNY:
Ale jakie miasto?

GAPOWICZ:
To ja sie pana pytam, jakie miasto.

JOHNNY:
Aha. To ja nie wiem.

ZZA KADRU:
Panie Kazimierzu! Ma pan klucz od kabiny?

GAPOWICZ:
Bardzo panstwa prosze, nie podpowiadac, bardzo prosze.

JOHNNY:
Kluczbork.

GAPOWICZ:
Odpowiedz prawidlowa – Kazimierz.

JOHNNY:
Roman.

/sciskaja sobie dlonie, brawa oczywiscie. Kolejne proby zmuszenia Konia do zabawy, tym razem sukces. Inna sprawa, ze wyniesiony sila na scene nie mial szans na wymiganie sie z zabawy./

GAPOWICZ:
Kolejne pytanie. Prosze bardzo. Zwierze domowe, hodowlane, wystepujace nad Wisla. Podac jego odglos.

KONIO:
Prosze powtorzyc pytanie.

GAPOWICZ:
Zwierze. Domowe. Hodowlane. Nad Wisla. Odglos.

KONIO:
Piotr Pierwszy, Rzeszow.

GAPOWICZ:
Pan mnie zle zrozumial. Nie chodzi mi o panskie nazwisko, tylko mowie,ze „nad Wisla” i odglos.

KONIO:
Ile mam czasu na odpowiedz?

GAPOWICZ:
Ale. Konkretnie, wie pan czy pan nie wie?

KONIO:
Oczywiscie, ze krowa.

GAPOWICZ:
Co na to zyri?

BOLO:
Krowa, tez. Ale nam chodzi o…

/Baczysty szelesci kartkami, znajduje cos/

BACZYSTY:
O konia…

BOLO:
O konia. Podac jego odglos.

/Konio zaczyna stukac o podwyzszenie, na ktorym stoi, udajac stukot kopyt konia/

GAPOWICZ:
Stop! Czas minal. Co na to zyri?

BOLO:
Niestety, odpowiedz niepelna. Nam chodzi o odglos paszczowo.

KONIO:
Patataj, patataj, patataj, patataj, patatataj.

/Znowu komisja szuka czegos szelszczac papierami. Wstaje Bolo./

BOLO:
Yijjjaaaaaa! Chodzilo oczywiscie o to.

KONIO:
Pytania sa tendencyjne!

/Zaczyna zawijac sobie rekawy marynary dookola szyi./

 

* SCENA 23

Znowu cwiczenia gimnastyczne. Tym razem budowana jest skomplikowana figura. Baczysty i Lysek ustawiaja sie do siebie plecami, miedzy nogami wskakuja nastepni i tak tworzy sie piramida cial.

* SCENA 24

Gapowicz rozmawia na pokladzie z Sidorowskim. Obok nich stoi Bolo.

GAPOWICZ:
Dla pana dobra, jak pan sie dal zamknac w damskiej ubikacji? Pytam!

BOLO:
Dla pana dobra.

GAPOWICZ:
Taak, dla pana dobra pan sie bedzie, kolego, przede mna usprawiedliwial. Taak. I dlatego zadam tutaj od pana w obecnosci pana, ktory prowadzi to sledztwo, dlaczego pan sie spoznil na probe, dlaczego pan nie wyszedl, dlaczego pan nie krzyknal chociazby, ze pan sie spozni? A pan po prostu, normalnie nie przyszedl.

BOLO:
Tak.

SIDOROWSKI:
Prosze pana, krzyczalem, tylko mnie nikt nie slyszal! Walilem piescia…

/Wali piescia w swoja otwarta dlon/

GAPOWICZ:
Dlaczego pan nie wyszedl?

SIDOROWSKI:
A slyszal pan, jak piescia walilem w drzwi!?! Gdzie pan byl!

GAPOWICZ:
Niech pan nie podnosci na mnie glosu… bo ja sie pana nie boje!

 

* SCENA 25

Baczysty i Gapowicz spaceruja po plazy wislanej.

BACZYSTY:
Morza szum, ptakow spiew…

BACZYSTY AND GAPOWICZ DUO:
Zlota plaza posrod drzew, wszystko to w letnie dni, przypomina Ciebie mi, przypomina Ciebie mi! Szaba daba da, dzabba daba dam… Para raba raba pap pa raba ram. Szaba…

GAPOWICZ:
A zo zo zar zaraz, nieeeee! Ale ta piosenka, wiesz, he, ladnie, ladnie, ale zaangazowana piosenke mielis… pan mial spiewac, a ja tu sie dalem wciagnac w jakies takie, wie pan

BACZYSTY:
No jak to. To jest zaangazowana piosenka. No tak.

GAPOWICZ:
Jak?

BACZYSTY:
No bo te piosenke trzeba poprzec jakims wstepem, no ze dzieje sie w Grecji czy to w Portugalii…

GAPOWICZ:
Tak.

BACZYSTY:
Gdzie niestety nie ma mowy o milosci.

GAPOWICZ:
A no tak. Nie, nie, nie.

BACZYSTY:
Tam nie ma teraz miejsca na milosc.

GAPOWICZ:
Nie nie nie, ja wiem, to ja wiem. Oczywiscie. A to w porzadku. Przy tym wstepie tak, tak. Tylko trzeba ten wstep. W porzadku. Tak. Tak. Tak. Oczywiscie. Bardzo dobrze. Bardzo dobrze.

BACZYSTY AND GAPOWICZ DUO:
Szaba daba daba dam ta dam da dam. Daba daba dab pa paba pap. Morza szum, ptakow spiew…

GAPOWICZ:
W tamta szybe…

BACZYSTY AND GAPOWICZ DUO:
Zlota plaza posrod drzew. wszystko to w letnie dni przypomina Ciebie mi, przypomina Ciebie miii-iii.

 

* SCENA 26

Inzynier Mamon z szelmowskim usmiechem, bawiac sie szminka, wchodzi do damskiej ubikacji. Obok gwizdzac przechodzi Gapowicz, nagle zaczepia go stojacy za wylomem Poeta.

GAPOWICZ:
Yyy… Aaaa…Prosze pana. Ma pan jakies nowe dowody, nowe poszlaki?

POETA:
Tak.

GAPOWICZ:
…Jakies cos?

POETA:
Tam poszedl do damskiej ubikacji inzynier Mamon.

 

* SCENA 27

Dalsze cwiczenia, tlumek prowadzony przez Sportowca zbliza sie do lezacego na ziemi kola ratunkowego.

 

* SCENA 28

Bolo rozmawia z Gapowiczem, stoja w oknie.

GAPOWICZ:
Za wszelka cene, bo to taka sprawiedliwosc, prosze pana, to jest zadna sprawiedliwosc, dlatego, to jest, no prosze pana, pan jest fachowiec od tego…

BOLO:
Tak.

GAPOWICZ:
To pan wie, prosze pana.

BOLO:
No wiem.

GAPOWICZ:
Zreszta ja sie nie chce wtracac, bo to jest w koncu panska sprawa. Inzynier Mamon musi zostac skazany. No, musi, no. Pan Waclaw musi zostac skazany.

BOLO:
Konkretny dowod musi byc.

GAPOWICZ:
Prosze pana…

BOLO:
Winy!

GAPOWICZ:
…no wiec wlasnie. No wiec niech pan go znajdzie, no.

BOLO:
Ah.

GAPOWICZ:
Niech pan znajdzie pana Waclawa i tak dalej

BOLO:
Dobrze! Dobrze! Zanczy, ze ja musze miec czas, zeby ta sprawe rozpracowc i znalezc wine. Ewentualnie…

GAPOWICZ:
Pan… dzisiaj do… do obiadu. Naczy do obiadu.. no. W koncu niech pan sie tym zajmie. Panie kolego, my nie mamy czasu, no.

BOLO:
Dobrze.

GAPOWICZ:
Nam sie to wszystko wybiega z reki.

 

* SCENA 29

Cwiczenia, ciag dalszy… Jedna osoba kuca w kole, jest to niezwykle powazny Baczysty. Pozostali maszeruja w miejscu.

 

* SCENA 30

Na statku, zebranie Rady Rejsu. Kilku mezczyzn siedzi kolem i cicho rozmawia. Sa to Gapowicz, Bolo, Artysta i Poeta.

GAPOWICZ:
Prosze panow. Wydaje mi sie, ze sytuacja dojzala do tego, zebysmy postawili pewne sprawy jasno i otwarcie. Otoz sadze, ze powinnismy usunac jedna osobe z Rady Rejsu. Mam nadzieje, ze wszyscy zgodza sie ze mna, ze musimy sformulowac zarzuty, jakie mamy, i po sformulowaniu tych zarzutow dopasowac do tych zarzutow osobe, ktora by nam odpowiadala, do… tym zarzutom odpowiadala i wtedy te osobe po prostu usunac. To prosze bardzo.

BOLO:
Na statku znajduje sie tu osoba, ktora podczas godzin urzedowych naduzywa piwa, a w zwiazku z tym same wychodza slowa, ktore…

GAPOWICZ:
Pan ma na mysli kogos konkretnie?

BOLO:
Owszem, mam na mysli.

GAPOWICZ:
Chyba formulujmy.

BOLO:
Sformulowac?

GAPOWICZ:
Tak.

BOLO:
Pana inzyniera Ma…

POETA:
…mon.

BOLO:
Mamon.

POETA:
Mamon.

GAPOWICZ:
Mamon. Tak. No. Poniewaz wydaje mi sie, ze jestesmy dosc zgodni, prawda, w ocenie sytuacji, jezeli chodzi o inzyniera Mamonia…

BOLO:
Mamon.

POETA:
Mamon.

GAPOWICZ:
Mamon. Mamon.

POETA:
Mamon.

BOLO:
Mamon.

GAPOWICZ:
Tak, Mamon.

BOLO:
Mamon. Tak.

GAPOWICZ:
Mamon. Naczy, czy czy czy jeszcze, czy jeszcze, panskim zdaniem, kolego, jeszcze musimy podjac jakas uchwale? Chyba juz wlasciwie zesmy ja podjeli.

BOLO:
I przekazemy, prawda…

GAPOWICZ:
Oczywiscie, zainteresowanej osobie, Mamon.

BOLO:
Fajnie. Ja tak uwazam. To…

ARTYSTA:
A czy formalnie on sam nie pwoinien byc jednym z sygnotariuszy tej uchwaly?

BOLO:
Nie no…

GAPOWICZ:
Uwazam, ze… No, zobaczymy, jak… Jesli zarzada, to moze sie, mozemy…

BOLO:
Bo tak to wywiaze sie dyskusja,. prawda, ktora odbiegnie, prawda, od tego tematu, ktory tu poruszamy.

POETA:
Oczywiscie.

GAPOWICZ:
Tak. Bo beda kontrargumenty. On sie bedzie bronil.

BOLO:
Tak jest. Tak jest.

/Nadchodzi inzynier Mamon sciskajac w reku 4 piwa./

MAMON:
Ah… W morde kopane, no, panie. Wiecie, ile to czlowiek musi sie nauzerac w tym bufecie, aby dostac te cztery piwa. To po prostu… Moze ktos z panow ma ochote? Co? Prosze bardzo. Full light. Prosze.

/Czestuje. Niektorzy czlonkowie Rady Rejsu biora i zaczynaja trinkac./

MAMON:
Na Padyku jest. Bardzo dobre.

BOLO:
Nie bardzo. Nie bardzo.

GAPOWICZ:
Pan sie, inzynierze Mamoniu, troszke spoznil na nasze zebranie i w zwiazku z czym nie bardzo jest pan zorientowany w sprawach, ktore my tutaj poruszalismy wlasnie przed chwila. Oczywiscie, pomijajac sprawe, ze obowiazuje nas wszystkich punktualne przychodzenie. No, w koncu…

MAMON:
Nie, no, bardzo przepraszam za to spoznienie, musialem…

GAPOWICZ:
Ja rozumiem. Ja rozumiem. Nie. Nie. Nie. Oczywiscie. Znaczy sie to… chodzi o to, ze tutaj, konkretnie pan ma pewna sprawe panu, panu do zakomunikowania. Dosc nieprzyjemna moze, ale powiedzial, ze po prostu powie to panu. Prosze bardzo.

POETA:
/belkocze/
To bylo zauwazone, to ze prowadzi pan…

GAPOWICZ:
Nie mowmy, co zostalo zauwazone, bo juz wiemy.

POETA:
Nie dlatego, ze pije pan piwo, tylko ze, uzywanie tych slow.

GAPOWICZ:
Dobrze, ale, i co konkretnie zostalo postanowione. Co pan konkretnie postanowil.

POETA:
Naczy poinformowac, ze… Ustanowilismy, ze zostanie pan usuniety z Rady Rejsu.

BOLO:
Mam nadzieje, ze pojdzie to nawet panu na reke, poniewaz moze czas pana tak jest ograniczony, ze nie ma pan tych chwil na poswiecenie, prawda, sprawom zwiazanym, prawda, z Rada Rejsu.

GAPOWICZ:
To jest troche takie…

POETA:
Bedzie czas na picie piwa.

GAPOWICZ:
Nie, nie, nie badzmy zlosliwi.

MAMON:
Prosze panow, dziekuje bardzo…

GAPOWICZ:
Inzynierze, jesli chodzi o mnie, to chcialbym panu serdecznie podziekowac za wspolprace, ktora, w mej opinii…

/Zaczynaja sie przekrzykiwac/

MAMON:
Nie, dziekuje panu.

GAPOWICZ:
Ukladala sie bardzo sympatycznie i przyjemnie.

MAMON:
Dziekuje bardzo.

GAPOWICZ:
Szkoda, ze…

MAMON:
Do widzenia panom.

POETA:
Do widzenia!

BOLO:
Do widzenia!

 

* SCENA 31

Cwiczenia gimnastyczne. Wokol robiacych jaskolki dwoch grubasow gromadza sie pozostali cwiczacy tworzac kolejna figure gimnastyczna.

 

* SCENA 32

Chlopek, Robolka i Gapowicz stoja przy balustradce na pokladzie. Gapowicz nadzoruje wykonanie piosenki.

CHLOPEK, ROBOLKA:
Sto lat, Sto lat, niech zyje zyje nam, sto lat, sto lat, niech zyje zyje nam.

GAPOWICZ:
Stop, stop, stop, stop, stop, stop, stop, stop, stop, stop, stop, stop!

ROBOLKA:
Co? Energicznie.

GAPOWICZ:
Stop! Ja mowie stop! To ma byc wesola, optymistyczna piesn.Przeciez.. Pan byl w tej grupie gimnastycznej, pan powinien tego optymizmu nabrac troche, przeciez to pan sie roszal, mial jakiegos takiego, w kolektywie pan tam siedzial i…

ROBOLKA:
Tak z zyciem, Joziu, musisz…

GAPOWICZ:
To jest wszystkie takie: stoooo.

ROBOLKA:
Z zyciem.

GAPOWICZ:
Tam pan wtedu spiewal te swoja, przeciez, piosenke, to byla jakas optymistyczna wesola piosenka, taka zartobliwa, mysmy przeciez ja analizowali.

CHLOPEK:
Stooooo!

GAPOWICZ:
Ale niech sie pan nie usmiacha, tylko, bo to jest, nic mnie to nie robi, ze pan sie usmiacha, tylko zeby pan to spiewal optymistycznie i wesolo, bo jezeli pan to spiewa nieoptymistycznie, bo my ciagle to robimy i robimy i nic z tego nie wychodzi. Bo jezeli pan nie bedzie tego spiewal wesolo, optymistycznie, naczy ze spiewa pan to pesymistycznie, zgnilo, ponuro, no, a ja tego nie chce, to… to nie o to mi chodzi. Chodzi o to, zeby to bylo wesolo, optymistycznie, zeby to byl optymizm z pokryciem. To jest, ale to jest optymizm bez pokrycia. Pesymizm, pesymizm, przewrotny pesymizm. Bo pan sie usmiecha i jednoczesnie spiewa pan ponuro. A ja wole, zeby pan optymi stycznie spiewal. Prosze mi spiewac optymistycznie w tej chwili. Prosze bardzo. Stooo!

CHLOPEK:
Sto laaaat!

ROBOLKA:
Ten pan sie bardzo zdenerwowal. Moze ja?

CHLOPEK:
No pewnie, pan krzyczy.

ROBOLKA:
Stooo laaaat. Ale to tez jakos nie za bardzo wyszlo. Sto lat, sto lat, niech zyje zyje nam. Tez do niczego. To ja juz nie wiem.

CHLOPEK:
Sto lat, sto lat.

GAPOWICZ:
Stoooo!

CHLOPEK:
Stoooo!

ROBOLKA:
To my nic nie zaspiewamy, panie, jakby tu…

ROBOLKA, CHLOPEK:
Sto lat, sto lat, niech zyje zyje nam…

/wlacza sie chor glosow/

CHOR:
Sto lat, sto lat, niech zyje zyje nam, jeszcze raz, jeszcze raz, niech zyje zyje nam, nieeeeech zyyyje naaaaaam! Sto lat, sto lat, niech zyje zyje nam, sto lat, sto lat, niech zyje zyje nam, jeszcze raz, jeszcze raz, niech zyje zyje nam, niech zyyyje naaaaam!

* SCENA 32

Bal maskowy napokladzie. Bohaterowie poprzebierani w rozne dziwne stroje – ksiezniczki, indianie, kowboje, tancza na pokladzie.

 

* SCENA 33

A statek plynie w mrok…

 

 

KONIEC

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.