Nic do ukrycia

To francuska wersja Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie. Podobnych, lokalnych edycji powstało kilkanaście i wszystkie opowiadały właściwie tę samą historię. Krajowi producenci wprowadzali jedynie drobne korekty do scenariusza, czasem dodawali parę scen bądź akcentowali inne wątki, ale główne elementy historii pozostawiali bez zmian. Także polskie (Nie)znajomi trzymało się konwencji. Czy zatem Nic do ukrycia warto obejrzeć?

Przypomnę, że historia skupia się na siódemce przyjaciół, którzy pewnego wieczora spotykają się na kolacji w domu jednej z par. Czterech panów zna się od lat, kobiety to tak zwane przyległości – ich żony bądź wieloletnie dziewczyny. I wszyscy oni dość długo sprawiają wrażenie zgranej paczki. Przynajmniej do momentu, gdy postanawiają czytać sobie na głos wszystkie przychodzące SMS-y i odbierać rozmowy w trybie głośnomówiącym. W końcu żadne z nich nie ma Nic do ukrycia…

Widz, który zna włoską bądź polską wersję filmu, będzie rozczarowany. Punkty zwrotne tej historii są dokładnie takie same, podobnie jak niektóre żarty. Zwroty akcji, które zaskakiwały, już nie zaskoczą, przejście od tonacji komediowej do dramatycznej wyda się przewidywalne. Pojawi się zaledwie kilka nowych scen, z reguły obrazujących to, co w innych edycjach opisywały dialogi. Ot, wspólne zdjęcie na balkonie, przekazanie prezerwatywy córce jednego z bohaterów… Detale, nic więcej.

Mam jednak wrażenie, że francuska wersja jest wyraźnie słabsza. Brakuje jej ostrości wersji polskiej, drapieżności niektórych wątków, mocniejszego wyeksponowania konfliktu. Wersja włoska dla odmiany była znacznie bardziej subtelna i zawierała nieoczywiste, nieco magiczne zakończenie. Tu dostajemy paskudną kawę na ławę, zresztą w wielu scenach twórcy mocniej zarysowują postacie, jak gdyby nie wierzyli, że widz będzie w stanie je samodzielnie ocenić.

Nic do ukrycia nie jest filmem złym, zwłaszcza kiedy ogląda się tę historię po raz pierwszy. Lepiej jednak sięgnąć po wersję włoską (jako tę oryginalną) bądź polską (jako tę bardziej swojską). Francuską można obejrzeć dla porównania, ale lepiej przygotować się na zawód, bo niewiele ona wnosi do znanej już opowieści…

Zobacz, jeśli:
– Nie widziałeś innych wersji
– Widziałeś inne wersje i chcesz porównać

Odpuść sobie, jeśli:
– Znasz już tę historię i nie czujesz potrzeby zobaczyć jej ponownie

Michał Zacharzewski

Nic do ukrycia, Le Jeu, Nothing to Hide, 2018, reż. Fred Cavayé, wyst. Bérénice Bejo, Suzanne Clément, Vincent Elbaz, Roschdy Zem, Doria Tillier, Grégory Gadebois, Stéphane De Groodt

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku.
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.

Jedna uwaga do wpisu “Nic do ukrycia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.