Wołyń

zdalaTego filmu nie trzeba się bać. Owszem, na ekranie nie brakuje okrucieństwa, ale Smarzowski pokazuje je tylko tam, gdzie rzeczywiście jest konieczne. Wielu scen nam oszczędza, choć pokazuje obdzieranie ze skóry, rozdzieranie końmi, mordowanie dzieci, obcinanie głów. Nie skupia się również na rzezi wołyńskiej i masowych mordach dokonywanych przez banderowców. Nie straszy nas Ukraińcami, których przecież coraz więcej przyjeżdża do Polski. Zamiast tego opowiada o wojnie. O tym, do czego prowadzi brak szacunku dla innych ludzi. I o tym, że lekceważenie części społeczeństwa prędzej czy później odbije się czkawką.

Dowiadujemy się o tym w otwierającej Wołyń scenie wesela. Lato jeszcze przed wojną, młoda polska dziewczyna wychodzi za Ukraińca. Pod jednym dachem spotykają się przedstawiciele obu narodów, bawią się i tańczą, ale czuć niepokój. Polacy gardzą Ukraińcami, ci drudzy nie mogą znieść, że na terenach, na których stanowią większość, odmawia im się prawa do samostanowienia. Szukają pomysłu na wolność, tak jak my szukaliśmy jej w czasie I wojny światowej. Może warto trzymać z Hitlerem? Albo ze Stalinem? Albo po prostu sięgnąć po broń? Tymczasem gdzieś między rozmowami Zosia, siostra panny młodej, wbrew swojej woli zostaje sprzedana za kilka morgów i konia starszemu wdowcowi, sołtysowi Maciejowi. Cóż z tego, że kocha innego – ma iść za tego, którego wybrał jej ojciec.

Wybucha wojna i robi się nieciekawie. Maciej wyrusza na front, zostawiając młodą żonę samą na gospodarce. Wkrótce później Polska znika z mapy. Nowe, sowieckie władze, czując nienawiść Polaków, układają się z Ukraińcami. Zaczynają się pierwsze prześladowania, wywłaszczenia, gwałty, wywózki. Tak zawsze wygląda wojna. Każda, bez względu na strony i okoliczności. Zmienia się bowiem front, przyjeżdżają Niemcy i dzieje się to samo. Tyle że jeszcze znikają Żydzi. Niektórzy próbują ich ukrywać (oczywiście za pieniądze), inni wydają (również nie za darmo). Nienawiść między sąsiadami rośnie, aż w końcu zezwierzęcenie wybuchnie w postaci otwartego konfliktu.

Wydarzenia te śledzimy oczami Zosi. To jej towarzyszymy przez niemal cały film. Młoda, nieco zagubiona dziewczyna, rozdarta między mężem a kochankiem, dość szybko staje się bierna. Wpada w odrętwienie, z którego już się nie podnosi. Pracuje w polu, opiekuje się zwierzętami, stara się nie rzucać w oczy. Grająca ją debiutantka Michalina Łabacz świetnie wywiązuje się ze swojego zadania. Tyle że Zosia nie jest postacią, z którą byśmy się mocno zżyli. Niewiele dowiadujemy się o jej pragnieniach, o uczuciach, które ją napędzają. Jest figurką, którą obserwujemy na ekranie, której losy poznajemy, ale nie do końca się nią przejmujemy. Być może dlatego, że wiemy, że czeka ją rzeź. Jeśli Smarzowski chciał w ten sposób obniżyć ciężar emocjonalny filmu, to mu się udało. Ale czy rzeczywiście miał taki zamiar?

Olbrzymie wrażenie robią piękne plenery, drewniane i murowane chaty z epoki, sprzęt wojskowy, stroje, muzyka. Świetnie spisują się aktorzy, nie czuć w ich gestach czy słowach ani jednej fałszywej nutki. Właśnie one sprawiają, że na dwie i pół godziny przenosimy się na Wołyń. To chyba największa zaleta tego filmu. Smarzowski zabiera nas z „wycieczką” do niezwykłego miejsca, w którym działy się przerażające rzeczy. Pozwala na własnej skórze odczuć niepewność związaną z wojną, trudy życia na wsi, zmieniające się rządy, strach przed żołnierzami, a potem sąsiadami. Immersja jest olbrzymia.

Wołyń  to z pewnością jeden z najbardziej wstrząsających filmów o historii Polski. Jest doskonale nakręcony i robi olbrzymie wrażenie – zdecydowanie warto go zobaczyć. W dodatku eksponuje rolę religii w konflikcie, pokazuje księży i popów w bardzo negatywnym świetle, jako nacjonalistów, na których spoczywa spora odpowiedzialność za to, co się stało. Czy film ma wady? Owszem. Mam wrażenie, że niedostatecznie wyeksponowano przyczyny konfliktu i powody zezwierzęcenia Ukraińców. Ich zarzuty padają jedynie w słowach, które na ekranie mają przecież znacznie mniejszy ciężar niż obrazy. W dodatku Niemcy wydają się przy nich niewinnymi owieczkami, a Rosjanie brutalnymi, ale cywilizowanymi braćmi. Czy tak było rzeczywiście? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi.

Michał Zacharzewski

Wołyń, reż. Wojciech Smarzowski, wyst. Michalina Łabacz, Arkadiusz Jakubik, Vasili Vasylyk, Izabela Kuna, Jacek Braciak

Ocena: 8/10

 

8 uwag do wpisu “Wołyń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.