Magik z Nowego Jorku

zdalaJeszcze niedawno Adam Sandler kojarzył się z żenującymi amerykańskimi komediami zdobywającymi hurtowe ilości Złotych Malin. Nawet te najzabawniejsze pozbawione były klasy i bazowały na tanim, kloacznym humorze. Kiedy przestały przynosić spodziewane zyski, Sandler zmienił taktykę. Zaczął staranniej dobierać scenariusze i grywać w lepszych filmach. Kto wie, może w ten sposób zapracuje na dostatnią emeryturę?

Magik z Nowego Jorku to dzieło Toma McCarthy’ego, twórcy oscarowego Spotlight. Tym razem nie interesują go pedofile w kościele katolickim, a skromny szewc prowadzący niewielki geszeft „z dziada pradziada” w jednej z uboższych dzielnic Nowego Jorku. Max nie jest zadowolony ze swojej pracy. Klienci coraz częściej kupują nowe buty zamiast naprawiać stare, a jego samego nie szanują. Samotny, nieco zgorzkniały mężczyzna żyje biernie z dnia na dzień i chyba powoli traci nadzieję, że coś się zmieni. Pewnego dnia jego nowoczesna maszyna szewska psuje się i Max naprawiać buty na tej starej, należącej do jego rodziny od pokoleń. Nieoczekiwanie odkrywa, że kiedy później je założy, to… Cóż, zdradzę jedynie, że to czysta magia. Baśniowy element historii.

McCarthy nie bawi się w kino akcji czy nowej przygody, nie wykorzystuje też elementów fantastycznych dla czystej rozrywki. Skupia się za to na ludziach – na samym bohaterze, na zaangażowanej w sprawy dzielnicy dziewczynie, na klientach zakładu. Snuje prostą, ale ciepłą historię w sam raz na niedzielne popołudnie, chwilami zabawną, kiedy indziej nieco nostalgiczną. Jej atutem są pojawiający się w rolach drugoplanowych Steve Buscemi, Dustin Hoffman czy Ellen Barkin, wadą zaś powierzchowność opowieści. Żadnego z bohaterów nie poznajemy na tyle dobrze, by zrozumieć jego motywacje, by dostrzec w nim coś więcej niż postać z tła.

Film ogląda się przyjemnie, poprawia on humor, pozwala się odprężyć. Temat sprawia jednak wrażenie niewykorzystanego. Oryginalny pomysł można było pogłębić, pociągnąć w kierunku kina akcji bądź dramaty społecznego. Sprawić, że zadziałałby na emocje. Tymczasem Magik z Nowego Jorku to takie ciepłe kluchy – przyjemne, pożywne, ale pozbawione wyrazu. Widz czeka, aż wydarzy się coś niezwykłego, i nic takiego nie dostaje… Może poza przyzwoitą, niegłupkowatą rolą Sandlera.

Wojciech Kąkol

Magik z Nowego Jorku, The Cobbler, reż.: Tom McCarthy, wyst. Adam Sandler, Method Man, Steve Buscemi, Dustin Hoffman, Ellen Barkin

Ocena: 6/10

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Magik z Nowego Jorku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.