Nina

zdalaLatynoska aktorka Zoe Saldana powoli wyrasta na specjalistkę od charakteryzacji. Jej prawdziwą twarz widzowie pamiętają ze Star Treka, lecz zagrała przecież główne role w Avatarze i  Strażnikach Galaktyki. W obu tych superprodukcjach była praktycznie rzecz biorąc nie do rozpoznania.

Na potrzeby Niny, filmu biograficznego poświęconego piosenkarce Ninie Simone, również się zmieniła. Jej brązową skórę przemalowano na czarno, dorzucono perukę z włosami jak sprężynki, doczepiono sztuczny nos, który stał się bardziej płaski. Efekt jest co najmniej przyzwoity. Zoe rzeczywiście przypomina Ninę, porusza się jak ona i nawet mówi z podobną manierą. Jedynie głosu tak dobrego nie ma, co słychać przy okazji licznych scen wokalnych. Powiedzmy sobie jednak szczerze – mało kto dorównałby oryginałowi.

Jednak nie w piosenkach tkwi główna słabość Niny, a w scenariuszu. Film skupia się bowiem na ostatnich dziesięciu latach życia wokalistki i tylko niekiedy cofa się w przeszłość, chociażby w otwierającej całość scenie, w której kilkunastoletnia czarnoskóra dziewczynka podczas swojego pierwszego poważniejszego koncertu deklaruje, że nie zagra, jeśli dla jej rodziców nie znajdzie się miejsce z przodu widowni, wśród białych słuchaczy. Nina zawsze była aktywistką, ale tego za wiele w tej produkcji nie ma.

Na dobre poznajemy ją w 1995 roku, gdy grozi rewolwerem szefowi jednej z wytwórni muzycznych, która pozbawiła ją tantiem. W efekcie ląduje w szpitalu psychiatrycznym, gdzie poznaje młodego, czarnoskórego pielęgniarza i z niejasnych powodów oferuje mu pracę. Mężczyzna zostaje jej opiekunem, asystentem, menedżerem, a z czasem i przyjacielem. Dba o to, by w jej lodówce nie brakowało szampana, a oferty występów się pojawiały. Nie jest to łatwe, bo wokalistka zdążyła już wszystkich do siebie z razić. Nina z filmu jest trudnym człowiekiem, skłonną do przemocy alkoholiczką, która swój talent rozmieniła na drobne. Niewiele w niej zostało z dawnej wielkości…

Są w Ninie sceny niewątpliwie dobre, ale większość to przeciętne triki, schematyczne rozwiązania scenariuszowe i łatwe do przewidzenia dialogi. Brakuje w tym filmie ikry – obrazu osoby z krwi i kości, trudnej, ale i wyrazistej, próby analizy jej życia, potwierdzenia geniuszu. Bo w sumie o czym jest ta produkcja? O przyjaźni byłego pielęgniarza i byłej gwiazdy? Jeśli tak, to nie bardzo to wyszło. Ich relacja nie robi większego wrażenia…

Wojciech Kąkol

Nina, reż.: Cynthia Mort, wyst.: Zoe Saldana, David Oyelowo

Ocena: 4/10

2 uwagi do wpisu “Nina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.