Ben-Hur

zdalaŻydowski książę z liczącej grubo ponad sto lat powieści Lewisa Wallace’a powrócił na ekrany kin. I to po raz piąty! Amerykańscy widzowie błyskawicznie wydali na niego wyrok, szerokim łukiem omijając kina. W efekcie nowego Bena-Hura obwołano największą finansową wpadką lata. Czy rzeczywiście pomysł nakręcenia nowej wersji klasyka był tak niedorzeczny? A może to po prostu słaby film albo czasy się zmieniły i ludzie nie interesują się historią?

Na pierwsze z tych pytań trzeba odpowiedzieć przecząco. Faktycznie, pamiętny Ben-Hur z 1959 roku, ze swoimi jedenastoma Oskarami na koncie, wydaje się trudnym do przebicia konkurentem. Z badań przeprowadzonych na amerykańskim rynku wynika jednak, że przeciętny widz – a więc człowiek młody – nie tylko nie oglądał tego filmu, ale również nie ma takiego zamiaru. Trzygodzinne, monumentalne dzieło Williama Wylera nie jest dla współczesnego kinomana żadną atrakcją. To ramotka pokolenia jego dziadków.

Historia wciąż jednak wydaje się atrakcyjna. Księcia Judę Bena-Hura z Jerozolimy oraz rzymskiego trybuna Messalę łączy wieloletnia przyjaźń. Wychowywali się pod jednym dachem, wspólnie bawili i rywalizowali. Kiedyś to Ben-Hur był tym lepiej urodzonym, bogatszym i ważniejszym. Teraz Messala, awansowany na stanowisko dowódcze, czuje się przy władzy. Domaga się od dawnego towarzysza zapewnienia bezpieczeństwa przyjeżdżającemu do miasta prefektowi Poncjuszowi Piłatowi.

Ben-Hur stara się to zapewnić, choć jednocześnie przyjmuje pod dach rannego zelotę. Ten próbuje zabić Piłata, czym ściąga gniew Rzymian na swojego gospodarza. Wściekły Messala wydaje wyrok śmierci na bliskich księcia, a jego samego skazuje na galery. Nie wie, że pragnienie zemsty pozwoli przetrwać jego dawnemu przyjacielowi i powiedzie go na cyrkową arenę, gdzie rozgrywane są krwawe wyścigi rydwanów.

Mając tak ciekawą historię Timur Bekmambetov mógł nakręcić film zdecydowanie lepszy. Co prawda wyczarował na ekranie Jerozolimę z początku naszej ery, skupił się bardziej na bohaterach niż Wyler i dorzucił kilka efektownych scen akcji, ale pokpił kilka innych spraw. Choćby dobór aktorów, których współczesne twarze nie licują z wyobrażeniami widzów o bohaterach sprzed dwóch tysięcy lat. Kuriozalnie wygląda zwłaszcza Morgan Freeman z długimi dredami, grający bogatego arabskiego albo jamajskiego szejka.

Kolejną wadą filmu są słabo przedstawione motywacje bohaterów, zwłaszcza tych drugoplanowych (czemu szejk tak mocno wspiera Bena-Hura?) oraz nie zawsze trafione zmiany w stosunku do oryginału (tam Ben-Hur uwielbiał rydwany, tu ma kilka dni na nauczenie się jazdy nimi oraz pokonanie mistrza). Nieco na siłę wydaje się również wpleciona postać Chrystusa, obecna jednak już w książkowym oryginale. Najbardziej kuriozalne jest zakończenie, które w dzisiejszych, cynicznych i agnostycznych czasach, budzi niezamierzoną śmieszność.

Film broni się kostiumami, kilkoma efektownymi scenami (bitwa morska pokazana z perspektywy galery, wspomniane zawody na rzymskiej arenie), współczesnym tempem akcji oraz niekiedy również humorem. Wydaje mi się jednak, że to nie przeciętna jakość zadecydowała o porażce tej produkcji. Po prostu Amerykanie odwrócili się od produkcji historycznych i nie chcą na nie chodzić. Noe, Herkules, Bogowie Egiptu czy Exodus: Bogowie i królowie nie zrobiły furory. Po co nakręcono więc Ben-Hura? Dla Europy i Chin? Być może, ale ta pierwsza już się na niego wypięła…

Michał Zacharzewski

Ben-Hur, reż.: Timur Bekmambetov, wyst.: Jack Huston, Toby Kebbell, Morgan Freeman, Rodrigo Santoro

Ocena: 5/10

4 uwagi do wpisu “Ben-Hur

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.