Kickboxer: Vengeance

zdala1989 rok. To właśnie wtedy Jean-Claude Van Damme – będący świeżo po sukcesie Krwawego sportu – zdecydował się na występ w Kickbokserze. Film w kinach sprzedał się przeciętnie, lecz stał się hitem w wypożyczalniach kaset video. Pomógł belgijskiemu karatece ugruntować swoją pozycję jako gwiazdy kina akcji. Doczekał się kilku kontynuacji, a z czasem stał się nawet pozycją kultową.

Ćwierć wieku później Kickboxer: Vengeance trafił do kilku zaledwie kin. Sukcesu nie odniósł, bo został nakręcony za stosunkowo niewielkie pieniądze z myślą o dystrybucji sieciowej oraz VOD. Co ciekawe, to remake. Po raz kolejny śledzimy losy Kurta Sloane’a, który zostaje świadkiem śmierci swojego brata w czasie nielegalnego pojedynku z tajlandzkim mistrzem. Zrozpaczony, postanawia rzucić mu wyzwanie. Trafia na szkolenie do tego samego mistrza, który uczył jego brata…

Film dość wiernie odtwarza historię z części pierwszej, powtarza też kilka charakterystycznych scen (jak choćby ta z betonowym słupem miażdżonym ciosami pięści). Tong Po wygląda toczka w toczkę tak jak kiedyś, w ruch idą też rękawice nasadzane szkłem. Kilka wątków jednak zmienia się. Przykładowo mistrzem obu braci nie jest już lokalny staruszek, a Europejczyk, niejaki Durand. Dzięki temu możemy po raz kolejny zobaczyć na ekranie Jean-Claude’a Van Damme’a.

Miłośnikom tego typu kina pewnie to wystarczy. Reżyser John Stockwell zadbał bowiem o malownicze plenery oraz kilka efektownych bijatyk, pozwolił też JCVD stoczyć parę pojedynków. 56-letni aktor poradził sobie całkiem przyzwoicie, tym bardziej, że ma znacznie więcej charyzmy niż grający główną rolę libańsko-gabońsko-kanadyjski kaskader Alain Moussi. Przyzwoicie wypada wrestler Dave Bautista w roli Tong Po, z kolei dla grającego Erica Darrena Shahlaviego była to ostatnia rola – wkrótce po zakończeniu zdjęć zmarł we śnie.

Szkoda tylko, że reżyser nie poradził sobie z kilkoma scenami. W czasie starcia przy słoniach wyraźnie widać, że zastępują je plastikowe modele. Szkolenie u Duranda jest jeszcze bardziej kuriozalne niż w oryginale i nie sprawia wrażenia szkoły, która pozwoliłaby pokonać tajlandzkiego mistrza. Z kolei finalny pojedynek odarty został z realizmu. Niemiłosiernie sponiewierany bohater i tak wstaje, by robić swoje. Wbrew jakiejkolwiek ekranowej logice! Choć z drugiej strony jedyna rada, jaką w czasie morderczego pojedynku słyszy od Duranda, to właśnie „Wstawaj!”.

Mnie film zawiódł. Jestem na tyle stary, że wciąż pamiętam oryginał i trzymam się zdania, że był co najmniej o klasę lepszy. Remake wypada bardzo przeciętnie, jego zalety z pewnością nie równoważą zalet. Ale nie zdziwiłbym się, gdyby niektórym widzom Kickboxer: Vengeance się jednak spodobał. Bo lata osiemdziesiąte w nowej wersji są po prostu modne.

Wojciech Kąkol

Kickboxer: Vengeance, reż.: John Stockwell, wyst.: Alain Moussi, Jean-Claude Van Damme, Dave Bautista, Gina Carano, Georges St-Pierre, Darren Majian Shahlavi

 

9 uwag do wpisu “Kickboxer: Vengeance

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.